Co dalej?

  • Blogi
  • Felietony
MIrosław Wacławski / 16.03.2016 / Komentarze
Felieton mecenasa Mirosława Wacławskiego

Słowo „trybunał”, podobnie jak Komisja Wenecka, w ostatnich tygodniach odmieniane było przez wszystkie przypadki i to wielokrotnie. Tak politycy od prawa do lewa, jak i publicyści niezależnie od tego, czy zwą się niepokorni czy też nie, zabierali glos i przedstawiali swoje racje.

Jednak cała dyskusja, patrząc z punktu prawnego, sprowadzała się nie do istoty sprawy, ale do kwestii całkowicie pobocznych.

W momencie, gdy TK ogłosił swoje ostatnie orzeczenie, PiS zarzuciło mu - to znaczy TK i samemu orzeczeniu - że jest nieważne, gdyż Trybunał nie miał prawa nad sprawą procedować w trybie i zakresie przez niego przyjętym. Natomiast nawet nie zająknęło się, czy orzeczenie to jest słuszne pod względem merytorycznym.

W rezultacie dyskusja toczy się nie o tym, co jest najistotniejsze. To tak jakby w sprawie wypadku drogowego nie badano przyczyny wypadku, ale to, czy samochód był garażowany. 

W każdym przypadku orzeczeniu wydanemu przez sąd można postawić dwojakiego rodzaju zarzuty. Pierwszymi są zarzuty formalne dotyczące np. właściwości sądowej, drugie to zarzuty merytoryczne, jak np. obrazy konkretnego przepisu prawa, błędu w ustaleniach czy też sprzeczności ustaleń z zebranym materiałem dowodowym.

Wskazane przeze mnie zarzuty mają charakter ogólny i nie odnoszą się do konkretnej badanej przez Trybunał sprawy. Chodzi mi bardziej o pokazanie, iż sam zarzut formalny nie przysłania istoty rozstrzygnięcia.

W procedurze cywilnej czy karnej, podniesienie zarzutu formalnego prowadzić może w konsekwencji do uchylenia orzeczenia, ale nie jego zmiany i dokonanie ponownego rozstrzygnięcia, które co do meritum będzie takie samo, jak poprzednio.

W prawie występuje też pojęcie względnej i bezwzględnej nieważności. Sad Najwyższy wskazał bowiem, że nie każde naruszenie prawa powinno wywoływać skutki nieważności podjętej decyzji.

Odnośnie orzeczenia TK toczy się więc dyskusja na temat tego, czy doszło do uchybień formalnych i czy – jeżeli one zaistniały - winny skutkować bezwzględną nieważnością orzeczenia.

Natomiast nikt z oponentów tego orzeczenia nie wskazał, czy też nie podniósł merytorycznego zarzutu. Nie uczynili tego, bo nie ma na to żadnych argumentów.

Jeżeli zważy się, że to orzeczenie co do swoich rozstrzygnięć wpisuje się w treść opinii Komisji Weneckiej, to można powiedzieć, że ta cała dyskusja toczy się właśnie nad garażowaniem samochodu, a nie nad przyczynami wypadku.

Poraża mnie natomiast beztroska wypowiedzi osób, które z racji zajmowanych stanowisk powinny reprezentować określony poziom. Wiceminister sprawiedliwości, niejaki Jaki, nazywa rozprawę TK spotkaniem towarzyskim przy kawie i ciastkach. Proszę pamiętać, iż wszelkie wyroki wydawane są przez Sąd w imieniu RP. Jeżeli dla Pana Ministra Jakiego sala posiedzeń sądu, gdzie obraduje się pod godłem państwowym i w imieniu Państwa polskiego to spotkanie towarzyskie przy kawie i ciasteczkach, to żal tego słuchać. Pan minister Jaki, o ile wiem, nie ma wykształcenia prawniczego, więc może byłoby lepiej, gdyby nie wypowiadał się tak kategorycznie w sprawach, co do których potrzebna jest wiedza szczególna.

Partia rządząca ma jednak tę przypadłość, iż wszystko wie najlepiej, a jeżeli nawet tego nie wie, to i tak uważa, że uprawniona jest do opierania swoich racji nie na faktach, a na insynuacjach. Nie podejmuje też merytorycznej dyskusji, a sprowadza cały dyskurs do różnego rodzaju pomówień w myśl zasady „a u was murzynów biją”.

Nie zastanawia się więc PiS dlaczego ludzie wychodzą na ulice i demonstrują, ale kto za tym stoi i czy organizator KOD płaci alimenty, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie dla ustalenia przyczyny niezadowolenia społecznego.

Wymyślona przez PiS formuła to wskazanie, iż niezadowoleni są jedynie ci, którzy utracili profity ze względu na przegrane wybory. Tylko że od wyborów jest coraz dalej, a ludzi na ulicach coraz więcej i zaklinanie rzeczywistości nic tu nie da. Tym bardziej, że protestujący przychodzą na manifestację sami z poczucia odpowiedzialności za Państwo, a nie są przywożeni autobusami jako zorganizowane grupy.

Nasze społeczeństwo przez tak nieodpowiedzialne działania przywódców PiS uległo tak głębokiemu podziałowi, że trzeba będzie lat, aby to naprawić. 

Spór nie jest czynnikiem negatywnym, wręcz przeciwnie, może doprowadzić do rozwoju czy poprawy, ale celowe antagonizowanie społeczeństwa jest niedopuszczalne.

Tymczasem rządzący i ich zwolennicy popadają w jakiś amok. Już nie ma przeciwników politycznych. Są tylko wrogowie. Jakikolwiek sprzeciw to działanie wrogich sił, na co - jak powiedział Pan Prezes - przyzwolenia nie ma. Sięgnijcie Państwo do wystąpień tow. Wiesława po marcu ‘68 r. czy tow. Gierka po Radomiu ’76 r. Ten sam kontekst wypowiedzi, ta sama argumentacja i te same przesłanki.

Budzenie nastrojów nacjonalistycznych, pouczania innych, tworzenie przekonań o wyższości naszego kraju nad innymi przypomina mi Włochy z lat 20. i Niemcy z lat 30. ubiegłego wieku.

Czy teraz jest tylko jeszcze potrzebny pożar Sejmu?