Ja, suweren

  • Blogi
  • Felietony
MIrosław Wacławski / 11.07.2016 / Komentarze
Felieton mecenasa Mirosława Wacławskiego

Dzisiejsza władza, mimo posiadanej większości w sejmie, dziwnym trafem szuka legitymacji usprawiedliwiającej jej działanie. Można się zastanawiać: dlaczego? Przecież taką legitymacją jest wynik wyborów.

Uzyskana większość daje podstawę do podejmowania decyzji. Ale nie tylko. Jest to bowiem także podstawa do ponoszenia odpowiedzialności za podjęte decyzje.

Czyżby więc władza czegoś się bała, nie wierzyła w ich legalność?

Praktycznie od pierwszego posiedzenia sejmu, kiedy to wystąpił marszałek senior K. Morawiecki, większość sejmowa odwołuje się do suwerena, jako podmiotu legitymizującego działania władzy. Teraz już praktycznie każda kontrowersyjna decyzja, a jest ich aż nazbyt wiele, tłumaczona jest wolą suwerena.

Doszło nawet do tego, że w przypadku decyzji sprzecznej z prawem, tłumaczy się jej podjęcie wolą suwerena. Używający pojęcia „suweren”, traktują je jako tożsame z pojęciem „naród” czy też „ogół”.

Co naprawdę jednak oznacza słowo „suweren”? Suweren to w epoce feudalnej senior, zwierzchnik wasala; dzisiaj też pojęcie używane jako niezależny władca.

Natomiast pojęcie „suwerenny” to niezależny od innego państwa, innej władzy. W kontekście opinii lub decyzji, to nie narzucony przez nikogo lub mający zwierzchnią władzę. Można więc mieć wątpliwości, czy powoływanie się na suwerena w takim kontekście, jak to robią rządzący, jest prawidłowe. Pozostawmy jednak te rozważania na boku i wróćmy do roli suwerena.

Suweren wypowiedział się w wyborach, a nie w rewolucji. Tak więc godził się na zmianę rządzących w ramach istniejącego porządku prawnego, a nie na jego demolowanie. Pamiętać jednak należy o tym, że fakt uzyskania przez PiS bezwzględnej ilości w sejmie, nie wynika z liczby oddanych głosów, ale z przyjętej metody ich liczenia. Lewica przekroczyła bowiem próg 5% oddanych głosów, ale musiała uzyskać 8% i to spowodowało, że ponad milion wyborców nie uzyskało swojego przedstawiciela w sejmie, a miejsca te zajęło PiS, co nie jest równoznaczne z udzielonym poparciem.

Gdyby podliczyć głosy na wszystkie partie i komitety wyborcze i przeliczyć je na miejsca w parlamencie, to może okazać się, że suweren wcale nie dał takiej legitymacji do działania, na jaką rządzący się powołują. Powstaje też inne zagadnienie - jak długo rządzący mogą powoływać się na prawo dane od suwerena? Czy w przypadku, gdy poparcie dla PiS spadnie - a tak będzie wcześniej czy później - i w sondażach na czoło wyjdzie inna partia, będzie to oznaczało, że suweren cofnął rządzącym legitymację do działania, a podejmowane decyzje są sprzeczne z jego wolą?

Odpowiedź rządzących będzie oczywista. Wola suwerena wyrażona w sondażach się nie liczy, a ważny jest jedynie wynik wyborów. Można się z tym zgodzić. Tylko jakie to rodzi konsekwencje? Między innymi takie, że wszystkie decyzje podejmowane przez poprzedni rząd czy też parlament do października 2015r., też podejmowane były w imieniu i za zgodą suwerena. Fałszywe tym samym staje się twierdzenie obecnie rządzących, że poprzednie 8 lat to okres stracony i czas błędnych decyzji. Mało tego, obecna władza obraża suwerena, gdyż on po pierwszych 4 latach znowu udzielił poparcia PO. Był więc suweren albo ślepy, albo głupi.

Jak więc jest naprawdę z tą wolą suwerena i kiedy na niego można się powoływać?

Prawda jest taka, że nikt nie liczy się ze zdaniem suwerena. Wszyscy wycierają nim swoje szanowne lica, ale o jego zdanie zabiegają tylko w okresie wyborów. Wystarczyło posłuchać wypowiedzi posłanki K. Pawłowicz skierowanych do rzecznika KRS na posiedzeniu komisji, w sprawie projektu ustawy o TK. Taki jest prawdziwy stosunek wyborców narodu wobec suwerena, jakim jest sędzia Żurek.

Suweren to nie bezosobowy twór, ale każdy z członków naszego społeczeństwa. Ja też jestem suwerenem i nie życzę sobie, by powoływano się na mnie przy podejmowaniu decyzji sprzecznych z prawem, by w moim imieniu grzebano przy ustawie o TK, by zmieniano kodeks postępowania karnego itd.

Rządzący mają prawo dokonywać zmian, bo wygrali wybory. Niech jednak odwołują się przy tym do swoich wyborców, a nie do suwerena jako ogółu. Przynajmniej będzie potem wiadomo, kto za co odpowiada, za co i kogo należy rozliczyć.

Mirosław Wacławski