Jarosław I

  • Blogi
  • Felietony
MIrosław Wacławski / 25.03.2017 / Komentarze
Felieton mecenasa Mirosława Wacławskiego

W czasach, gdy chodziłem do szkoły a przypuszczam, że jest też tak dzisiaj, na lekcjach z języka polskiego, co pewien czas pojawiał się temat „co autor miał na myśli", gdy omawiany był jego utwór, a najczęściej był to wiersz. Z różnych zwrotów, niedomówień itp. snuliśmy przypuszczenia, zżymając się jednocześnie, że można było przecież napisać wszystko dosłownie.

Z lat szkolnych już dawno wyrosłem, ale w życiu codziennym nadal towarzyszy mi dyskusja o tym, „co autor miał na myśli”. Wystarczy, że zabierze głos prezes Kaczyński, by po chwili politycy z jego partii jak i różnej maści komentatorzy życia politycznego, zaczynali nam malutkim tłumaczyć, o co tak naprawdę chodziło Prezesowi. Dopiero wtedy okazuje się, kto jest zdrajcą i dlaczego, kto będzie siedział i dlaczego, kto jest gorszego sortu, kogo nie będzie uznawało się za Polaka i dlaczego.

Te komentarze powodują też, że to, co usłyszeliśmy nagle zmienia się w inny sens. Okazuje się wtedy, że Prezes powiedział zupełnie coś innego, a jedynie my głupiutkie społeczeństwo, niedorozwinięty suweren nie potrafiliśmy zrozumieć głębi wypowiedzi.

To nam tym naiwniakom trzeba też tłumaczyć, prawdziwe cele działań politycznych.

Gdy myśleliśmy, że głosowanie nad ponowną nominacją Donalda Tuska to porażka Rządu RP, czego dobitnym wyrazem był wynik 27:1 to nagle okazało się, że jest to przejaw wyjątkowego zwycięstwa naszego wyjątkowego zresztą Rządu.

Wiara w nieomylność i przebiegłość Prezesa PiS jest tak daleka, że część polityków i komentatorów nie przyjmuje do wiadomości, że tym razem intuicja Prezesa zawiodła i doprowadziła do kompromitacji Rządu. Starają się, więc dopatrzeć jakiegoś drugiego dna, jakiejś szczególnej gry ze strony J. Kaczyńskiego, która w rezultacie przyniesie w dalszej lub bliższej odległości korzyści dla Kraju.

Kaczyński stał się już, bowiem dla części społeczeństwa nieomylną istotą, wybiegającą swą wybitną myślą daleko w przyszłość, która przewiduje to, co nam nawet nie przyjdzie do głowy.

Musiał mieć, więc Kaczyński jakiś cel w takim postępowaniu, bo przecież nie jest możliwe by się pomylił. Nie chcę nawet mówić z jakimi historycznymi postaciami kojarzy mi się takie traktowanie J. Kaczyńskiego.

Nie wiem czy ludzie już boją się powiedzieć, że ten wybitny strateg po prostu się pomylił. Jeżeli J. Kaczyński stwierdza, że ci, co są przeciwko polityce PiS to zdrajcy, jeżeli uznaje, że partie, które są przeciwne polityce PiS to są tak zwane partie zewnętrzne to proszę mi nie tłumaczyć, że miał, co innego na myśli niż powiedział.

Jeżeli ktoś dopatruje się w tego typu wypowiedziach innych treści, to pozostaje najprostsze wyjście, zapytać autora, co miał na myśli. Bowiem odmiennie od pisarzy i poetów, których utwory interpretowaliśmy na lekcjach z języka polskiego, autor tychże wypowiedzi żyje i nic nie stoi na przeszkodzie by zapytać się u źródła.

Problem jednak w tym, że autor nie zamierza się ze swych wypowiedzi tłumaczyć. Mówi, co chce i kiedy chce i rozmawia tylko, z kim chce, a jego przyboczni biegną do mediów tłumaczyć myśli Prezesa.

Kto żył w latach PRL to pamięta, jak wyglądała dyskusja z władzą. Pierwszy Sekretarz KC PZPR wystąpił i przemówił dając wytyczne, a reszta to skomentowała i wytłumaczyła, o co chodzi. Towarzysz I Sekretarz nie dyskutował, nie tłumaczył, nie wyjaśniał. On wytyczał cele.

Dzisiaj, kiedy słyszę, że przed posiedzeniem Rządu RP najważniejsi ministrowie wraz z P. Premier przyjeżdżają do siedziby PiS by spotkać się z Prezesem i otrzymać wytyczne, to mam nieodparte wrażenie deja vu i czasów PRL z Komitetem Centralnym, Biurem Politycznym i I Sekretarzem.

Był kiedyś Król Słońce, który mówił Państwo to Ja. Dzisiaj mamy Prezesa Jarosława, który mówi podobnie. Pozostaje tylko jedno pytanie. Kto dał Prezesowi prawo do występowania w imieniu całego narodu, jeżeli jest tylko zwykłym posłem i tylko Prezesem swojej partii?

Mirosław Wacławski

Foto: Newsweek