Na tym polega wolność - odpowiedź na list księży

  • Blogi
  • Felietony
Jerzy Hardie-Douglas / 07.03.2017 / Komentarze
Burmistrz Jerzy Hardie-Douglas

Nie zamierzam polemizować z dokonywaną przez księży oceną grupy Behemoth. Nie dziwię się niechęci Kościoła do zespołu muzycznego, który walkę z katolicyzmem, a przede wszystkim z klerem umieszcza na swych sztandarach. Czy to mądre? Dla mnie to zabieg niezbyt intelektualnie wyszukany, ale marketingowo skuteczny.

Nergal i Jego kapela deathmetalowa Behemoth uprawia muzykę niszową, depresyjną, prowokacyjną. Ich występy to mroczny show, pochwała Lucyfera, hasła antykościelne.  Dużo rekwizytów, ognia, tatuaży, pomalowanych i wijących się po scenie ciał.

Myślę, że nikt przypadkowy na tego typu występ biletu nie kupi. Jeśli pójdzie, to dlatego, że chce tego słuchać. Jednym podoba się wykonawcza perfekcja muzyków, inni chcą coś zamanifestować. Zwykle swą obecnością manifestują identyfikowanie się z ogólnym przekazem zespołu.

Prawie 100% utworów Nergala jest po angielsku. Chciałbym, aby chociaż 5% słuchających je zrozumiała, ale raczej tak nie jest i nie będzie, bo teksty zagmatwane i językowo trudne. Ludzie pójdą z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że chcą usłyszeć i zobaczyć w Szczecinku najbardziej znany i chyba nadal jedyny rozpoznawalny na Zachodzie polski zespół muzyczny i posłuchać ciężkiej muzyki. Takiej, jaką lubią. A po drugie by zrobić na złość protestującym oburzonym ortodoksyjnym katolikom. Im więcej szumu wokół koncertu tym większa będzie frekwencja.

I na koniec moje zdanie. Sztuka to pojęcie niejednorodne i bardzo pojemne. Każdy lubi inny rodzaj malarstwa czy literatury. Lubimy inne filmy i inną muzykę. Dla przykładu lubię komedie romantyczne, a inni lubią horrory, których ja nie znoszę. Ludzie mają prawo chodzić na spektakle operowe albo na disco-polo. Mają prawo słuchać kapel soulowych, rock & rolla, poezji śpiewanej, country, albo kolęd i pastorałek. Mają też prawo słuchać prowokacyjnej muzyki pochwalającej satanizm i czort wie, co jeszcze. Na tym polega wolność. Kościół ma prawo oburzać się na związki homoseksualne, aborcję, antykoncepcję, in vitro. Ma prawo, mimo że oburzenie Kościoła i głoszone przez część duchownych brednie dotyczące choćby zapłodnienia in vitro obrażają moje uczucia i moją inteligencję. I nie tylko moją. Bo jestem jak gros lekarzy i przeważająca część społeczeństwa(!), wielkim zwolennikiem in vitro.

Jestem zwolennikiem małżeństw homoseksualnych i bardzo lubię większość znanych mi gejów i lesbijek. Nie miałbym (chociaż w tym poglądzie jestem dość odosobniony) nic przeciw zezwoleniu na adopcję dzieci przez pary homoseksualne. Jestem zwolennikiem wprowadzenia marihuany leczniczej i ograniczonego, ale jednak… prawa do miękkich narkotyków. Nie uważam, że gameta składająca się z jajka i plemnika to już człowiek i w związku z tym jestem zwolennikiem możliwości wczesnej aborcji, a już na 100 % tabletek „dzień po”.

Mam prawo do swoich poglądów, mimo że nie podobają się ortodoksyjnym katolikom i księżom. Nikomu swoich poglądów nie narzucam. I nie chcę, aby mnie cokolwiek narzucano. Nie godzę się na cenzurę kościelną, podobnie jak przez całe życie nie godziłem się na cenzurę aparatu komunistycznego. A lubiący deathmetal mają prawo, gdy kupią sobie bilet, do posłuchania Behemotha. Ja na koncert nie pójdę, bo cenię swój narząd słuchu, ale to już nie ma nic do rzeczy.

Jerzy Hardie-Douglas

Foto: wall.alpacoders.com