Rewolucja

  • Blogi
  • Felietony
MIrosław Wacławski / 07.01.2016 / Komentarze
Koń jaki jest każdy widzi. Taki sposób definiowania jest o tyle istotny, iż w rzeczywistości wskazuje, że rzeczy oczywistych się nie tłumaczy. Dlaczego o tym piszę? Bo zastanawiające jest ciągłe tłumaczenie rządzących, że tak naprawdę nic się nie stało, a ich działanie zmierza jedynie do naprawy tego, co przez osiem ubiegłych lat PO i PSL popsuło. Przypominam więc stare porzekadło, że tylko winny się tłumaczy.

Zupełnie nie przekonuje mnie też stanowisko PiS, że na wszystko to co robią, mają przecież przyzwolenie większości społeczeństwa co wynika z wyborów, a oni sami jako zwycięzcy zostali wyłonieni w demokratycznych wyborach.

Zwracam więc też uwagę na fakt, że w 1933 r. narodowi socjaliści także doszli do władzy w wyniku legalnych, demokratycznych wyborów i dopiero potem wprowadzili dyktaturę. Na Białorusi Łukaszenko też został pierwszy raz wybrany demokratycznie. 

Rząd jest demokratyczny nie wtedy, gdy w taki sposób zostaje wybrany tylko wtedy, gdy demokratycznie z poszanowaniem prawa władzę tą sprawuje.

Tymczasem rządzący w żaden sposób nie kryją się już ze swoimi dążeniami. Publiczne stwierdzenie, że media publiczne mają być mediami rządowymi i za niedopuszczalne uznaje się że mogłyby one krytykować rządzących, stanowisko to potwierdza.

Takich „kwiatków” można znaleźć o wiele więcej i nie odnosi się to tylko do TK. Podobny sposób myślenia dotyczy kultury, gdzie przeprowadza się przeglądy repertuaru teatrów, służby zdrowia gdzie likwiduje się dofinansowania in vitro, czy też Prokuratury gdzie zmierza się do jej podporządkowania rządzącym.

Każda rewolucja zaczyna się od nadbudowy. Trzeba ją tak przemeblować, by stała się narzędziem w rękach rządzących. I to się teraz dzieje.

Demolowanie TK, wymiaru sprawiedliwości , służb specjalnych, mediów, pozwoli rządzącym na niekontrolowane sprawowanie władzy i jednoczesne ścisłe kontrolowanie społeczeństwa, a w szczególności opozycji. Może to też doprowadzić do jej zmarginalizowania lub co gorsza, a czego nie można wykluczyć w świetle ostatnich projektów ustaw, do zastraszenia.a

Widzą to stare europejskie demokracje i dlatego podejmują interwencję. Czy myślicie państwo, że PO ma rzeczywiście taki posłuch w Europie że w imię własnych racji potrafi zakłamać rzeczywistość i nakłonić UE do bezpodstawnych działań. To trzeba być ślepym lub głuchym by w coś takiego uwierzyć.

O klasie rządzących elit natomiast świadczy stosunek do tych działań, kiedy określa się je stanowiskiem „jakiegoś urzędniczyny”. Kto tu staje się „urzędniczyną” łatwo można ocenić.

Plan działania PiS wydaje się prosty. Najpierw nadbudowa, a dopiero potem baza. Gdy będą mieli już wszystkie sznurki w rękach by mogli w nieskrępowany sposób nimi pociągać sterując poczynaniami i odczuciami społeczeństwa, to przystąpią do częściowej realizacji tego co obiecali społeczeństwu. Niedociągnięcia czy niepowodzenia łatwo da się wtedy wytłumaczyć. Będzie to spowodowane albo wcześniejszymi działaniami PO i PSL, które w takim stanie zostawiły kraj, że nie da się wszystkiego co obiecano wprowadzić od razu albo aktualną sytuacją gospodarczą świata czy Europy, nie pozwalającą na realizację wszystkich zamierzeń. Jednocześnie PiS liczy, że gdy wejdzie nawet częściowo program 500+, cofnięta zostanie reforma emerytalna, to ludzie zapomną o zmianach w nadbudowie. Co do części społeczeństwa to przewidywania te mogą się sprawdzić. Tylko że takie działania nie sprawdzą się na dłuższą metę.

Raz przyznane 500 zł po pewnym czasie przestanie wystarczać. To tak jak z podwyżką wynagrodzenia, musi ono postępować by praca stawała się opłacalna. Należy też pamiętać, iż program 500+ to tak naprawdę danie rybki a nie wędki. Rozdawanie pieniędzy w dłuższym okresie czasu nigdy nie przyniosło pozytywnego skutku ekonomicznego. Nie mówiąc już o tym, że tak naprawdę to nie wiadomo, ile z tych pieniędzy przeznaczone zostanie na potrzeby rodziny, a ile wspomoże monopol spirytusowy.

W krótkim okresie czasu znaczna ilość pieniędzy rzuconych na rynek może napędzać gospodarkę. W sytuacji jednak, gdy pieniądze te przeznaczone są tylko na konsumpcję, nie przyniosą one dla gospodarki pozytywnego rezultatu. Jeszcze raz podam ten przykład Niemiec z lat 30-tych ubiegłego wieku. Tam pieniądze poszły na zbrojenie i budowę autostrad, tym samym stały się siłą napędową przemysłu hutniczego, motoryzacyjnego,paliwowego itp. U nas kilkadziesiąt miliardów złotych, będzie tak naprawdę przejedzonych. Spowoduje to po pewnym czasie jedynie dodrukowywanie pieniędzy bez pokrycia, a tym samym inflację. Doprowadzi to w końcu do obniżenia stopy życiowej, a wtedy zaklinanie rzeczywistości już nie pomoże. Wtedy rewolucja zacznie zjadać swój ogon i taki będzie jej koniec. Jedyna obawa to taka, by nie odbyło się to z rozlewem krwi.

 

Zdjęcia: 
Adrian Grycuk