Rzecz o śmigłowcu dla żołnierzy - niewiedza czy sabotaż?

  • Blogi
  • Felietony
Grzegorz Grondys / 26.05.2017 / Komentarze
Felieton Grzegorza Grondysa

Od dłuższego czasu tematem numer jeden w mediach jest sprawa przetargów na uzbrojenie dla wojska w tym na śmigłowce. Skandalem było unieważnienie przetargu na wybrane przez wojsko Caracale. Miało być ich 50. Po zerwaniu przetargu Minister Obrony Narodowej postanowił o zakupie Black Hawków. Z czasem liczba tych, które miały być zakupione spadała aż do stwierdzenia, że śmigłowce nie są priorytetem.

Pierwszym autorem śmigłowca był Leonardo da Vinci. Pierwszą próbą zbudowania śmigłowca była próba Georga Cayley’a w XIX wieku. Pierwszy lot śmigłowca odbył się w 1907 r. we Francji a jego budowniczym był Paul Cournu. Podczas pierwszej wojny światowej nad śmigłowcami pracowali Węgrzy.

Pierwsze udane konstrukcje śmigłowców pojawiły się w latach trzydziestych XX wieku. Hitlerowcy skonstruowali swój Koliber. Został on zaprezentowany w lipcu roku 1940. Wyprodukowano 6 egzemplarzy. Kolejnym był dwumiejscowy Focke-Achgelis Fa 223 Drache, którego pierwszy lot miał miejsce w sierpniu 1940 r. Podczas II wojny światowej
w śmigłowce była wyposażona 40 Eskadra Transportowa. III Rzesza rozważała wyposażenie w śmigłowce swoich okrętów zarówno nawodnych jak i podwodnych. 

Pierwszy raz użyto śmigłowców do walki w Europie i na Dalekim Wschodzie pod koniec II wojny światowej. Armia USA wysłała śmigłowce na teren działań Birma - Chiny - Indie. Pierwszym członkiem załogi śmigłowca, który zginął w strefie działań wojennych był amerykański pilot, miało to miejsce 21 marca 1944 r. w Indiach. Śmigłowce Sikorskiego przydzielono 29 marca 1944 r. do utworzonej grupy powietrznej wspierającej wypady aliantów w głąb Birmy.

Pierwsza misja ratunkowa z udziałem śmigłowców miała miejsce 21 kwietnia 1944 r., kiedy to samolot obserwacyjny został zestrzelony przez Japończyków. Śmigłowce znalazły rozbitków w dżungli w Birmie. Nie było możliwości zabrania ich przez samoloty, mogły to zrobić jedynie śmigłowce. Ludzie zostali uratowani.

O potrzebie posiadania i stosowania śmigłowców najdobitniej świadczy wojna w Wietnamie. Tu nie trzeba niczego dodawać.

W prawie każdej armii na świecie śmigłowce uznawane są za nieodzowny środek walki. Pomimo tego, że nie osiągają wielkich prędkości, nie mają nawet zbliżonego do samolotu zasięgu charakteryzują się wieloma innymi zaletami. Posiadają nowoczesne
i skuteczne uzbrojenie, dużą rozpiętość prędkości lotu, pionowy start i lądowanie bez konieczności posiadania lotniska. Te cechy spowodowały, że śmigłowce stały się jednym z najefektywniejszych środków bojowych stosowanym przeciwko wojskom pancernym i zmechanizowanym. Dodatkowo dzięki swoim własnościom, takim jak duża manewrowość, szybka reakcja oraz możliwość prowadzenia działań w różnych warunkach atmosferycznych bez względu na porę doby, zdecydowano o ich użyciu również w warunkach morskich. Wiele państw wprowadziło śmigłowce do działań morskich w tym samym czasie, co w siłach lądowych. Początkowo wykorzystywano je do rozpoznania i ratownictwa morskiego. Następnie, w wyniku postępu technologicznego oraz wprowadzenia na ich pokład uzbrojenia i elektroniki, skalę zadań rozszerzono, co pozwoliło na ich wykorzystanie między innymi do:

• zwalczania okrętów podwodnych;

• wsparcia desantów;

• niszczenia okrętów nawodnych;

• naprowadzania pocisków rakietowych poza horyzontem optycznym;

• patroli morskich;

• operacji poszukiwawczo-ratowniczych;

• trałowania min;

• wczesnego ostrzegania z powietrza;

• wsparcia ognia artylerii morskiej;

• wsparcia środkami elektronicznymi i stawiania zasłon.

Państwa NATO nie posiadają jednej strategii użycia śmigłowców. Stworzono kilka skutecznych systemów dostosowanych do różnych warunków. Pierwszy system rozwija się wraz ze zwiększeniem liczby użytkowników podstawowego śmigłowca nowej generacji, łączącego właściwości śmigłowca transportowego i wielozadaniowego. Taka strategia bazuje na modelu redukcji ryzyka. Idealna misja trwałaby nocą, poza zasięgiem ręcznych zestawów przeciwlotniczych, w momencie, kiedy wykrywalność w podczerwieni i radarami jest ważniejsza niż sylwetka wizualna. NH-90 posiada niezbędne dla tego typu misji cechy: pochylone burty, system wydechowy zmniejszający temperaturę spalin, system radioelektronicznego zakłócania oraz tylną rampę dla „pokładowego” małowymiarowego pojazdu, który może przeprowadzić misję ewakuacji medycznej i przewieźć rannych do miejsca lądowania znajdującego się poza strefą walk. Taką taktykę można byłoby dopasować do większych śmigłowców, ale nie posiadają one technologii obniżonej wykrywalności i tylnej rampy. Z drugiej strony, taka doktryna w ogóle nie odpowiada na zagrożenie asymetryczne albo działalność sił specjalnych przeciwnika, kiedy trudno zdefiniować strefy walki. Druga strategia jest najczęściej używana przez siły zbrojne Stanów Zjednoczonych i polega na wielostopniowej redystrybucji zadań odpowiednio do ryzyka i ładowności (model dywersyfikacji ryzyka). Armia Stanów Zjednoczonych używa dużej liczby śmigłowców różnego rodzaju, adekwatnie do złożoności misji i warunków geograficznych. Lżejsze i zwrotniejsze śmigłowce wielozadaniowe typu UH-1 albo UH-60 działają bezpośrednio w strefie walki, latając szybko i nisko, cały czas zmieniając kierunek lotu. Cięższe modele CH-47 Chinook wykorzystywane są w przypadku mniejszego niebezpieczeństwa w strefie lądowania, gdy potrzebna jest większa ładowność. Na drodze do punktu docelowego lecą wyżej, najczęściej nie lądują, a jedynie wykonują manewry szczytowe, ekstremalnie zbliżając się do ziemi, ale nie dotykając jej powierzchni. Taki manewr pozwala zmniejszyć czas wsiadania albo wysiadania żołnierzy i ogólnego przebywania maszyny w strefie ryzyka.

Minęło już 25 lat od rozwiązania Układu Warszawskiego i 15 lat od wejścia Polski do NATO a nasze podstawowe systemy uzbrojenia w dalszym ciągu pamiętają czasy Związku Radzieckiego. Dotyczy to również naszej floty śmigłowcowej gdzie ogromna większość to śmigłowce konstrukcji Mila. Lekkie, uniwersalne MI-2, transportowe MI-8 czy MI-17, służące do zwalczania okrętów podwodnych oraz do ratownictwa morskiego, MI-14 czy Szturmowe MI-24. Na 250 śmigłowców 140 to różne odmiany MI. Większość z nich ma ponad 30 lat. Obecnie, pomijając ich przestarzałość, dożywają już swoich dni. Jeszcze trochę i zabraknie tych 140.

Ostatnie uzupełnienia śmigłowców miały miejsce w latach 90 poprzedniego wieku. Zakupiono wtedy pewną ilość śmigłowców polskiej produkcji Sokół. Nawet w swojej klasie nie zastąpiły wysłużonych MI-2.

Śmigłowce szturmowe takie jak np. MI-24 są wykorzystywane, jako podstawowa broń przeciwpancerna. Mogą szybko przemieszczać się na polu bitwy i zaskakiwać przeciwnika. Z uwagi na to, że mają możliwość ataku nawet z dystansu 10 kilometrów są trudne do zestrzelenia dla obecnych systemów obrony przeciwlotniczej.

Posiadane przez Polskę 28 sztuk śmigłowców szturmowych MI-24 jest pozbawionych swojej podstawowej broni, jaką są przeciwpancerne pociski kierowane. Zapasy dotychczas używanych do nich przeciwpancernych pocisków kierowanych Falanga i Szturm dawno się wyczerpały a zakupów nowych nie ma.

Ostatnio śmigłowców MI-24W polski kontyngent użył w Afganistanie. Śmigłowce te miały olbrzymie trudności w operowaniu w terenie górzystym a co gorsze dysponowały tylko mało precyzyjnymi środkami rażenia niespełniającymi warunków współczesnego pola walki. W Afganistanie jeszcze sprawdzały się transportowe MI-8 po unowocześnieniu MI-17. Na potrzeby misji w Afganistanie w latach 2006-2011 dokupiono 12 sztuk MI-17. Kolega, który brał udział w kolejnych misjach w Afganistanie mówił, że sami nie mieli czym latać. Często uzyskiwali informacje na temat miejsc pobytu Talibów jednak z uwagi na to, że sojusznicy mieli swoje zadania, musieli na Chinooka czekać na lotnisku po kilka dni. Już po kilku godzinach ich informacje były nieaktualne a uderzenia trafiały w pustkę

Od roku 2016 ruszyła lawina wycofywania ze służby posiadanych do tej pory śmigłowców. Po prostu kończy się możliwość ich użytkowania. Do roku 2020 Polska będzie zmuszona wycofać ze służby ponad setkę śmigłowców. Ze wszystkich MI jeszcze przez pewien czas będzie mogło zostać tylko około 12 najnowszych MI-17 i śmigłowce Sokół, które nie są śmigłowcami uniwersalnymi. Nawet w swojej klasie daleko odbiegają od śmigłowców użytkowanych przez naszych obecnych sojuszników. Większość polskich jednostek wojskowych zostanie pozbawionych śmigłowców. Potencjału MI-2 nie zastąpią drony czy systemy naziemne.

W roku 2014 zaczęto wycofywać ze służby śmigłowce MI-14PŁ służące do zwalczania okrętów podwodnych. Nowych nie widać a załogi zaczną zapominać wyrobione nawyki. Część załóg może odejść ze służby. Wyszkolenie nowych załóg, pilotów czy nawigatorów zajmie lata. Tej pustki nie da rady zastąpić.

Obecnie Minister Obrony Narodowej twierdzi, że śmigłowce nie są priorytetem. Priorytetem nie jest marynarka wojenna, najlepszą jednostkę pancerną rozwalono, zakupu nowych środków rażenia brak, do tego czystka w wojsku. Dla niego priorytetem są pseudo Wojska - Obrony Terytorialnej. Nie wyobrażam sobie jak takie weekendowe wojsko ma uzupełnić wojska operacyjne. Dla mnie taki sposób działania i wypowiedzi zakrawają na sabotaż przeciwko Polsce!

Grzegorz Grondys

Foto: Sławomir Włodarczyk