Słuchajmy uważnie

  • Blogi
  • Felietony
MIrosław Wacławski / 07.08.2015 / Komentarze
W jednym z felietonów napisałem, że miarą demokracji jest stosunek obywateli do prawa. Nie przypuszczałem wtedy, że będę zmuszony w krótkim czasie do powrotu do tego tematu. Otóż bowiem usłyszałem, że opozycja planuje istotne zmiany w prawie gdy dojdzie już do władzy. Ma to dotyczyć między innymi stworzenia nadsądów i prowadzenia prowokacji.
Panowie z opozycji wyjaśnili, że zmiany takie są konieczne, gdyż sędziowie są aroganccy, wydają wyroki budzące wątpliwości, a prowokacja pozwoli wykluczyć z życia publicznego osoby, które w tym życiu nie powinny uczestniczyć.
I tu zaczyna się istotny problem.
 
O wymiarze sprawiedliwości mówi się dużo i w przeważającej części niepochlebnie. Przeanalizujmy jednak kto to mówi. Najczęściej są to albo dziennikarze albo ci, co przegrali swoje sprawy, albo politycy. Jeżeli chodzi o dziennikarzy to raczej mam na temat o którym mówię, inne zdanie. Materiały przedstawione są bowiem tendencyjnie, „pod publiczkę”, bez głębszej analizy akt sprawy i nie w oparciu o wiedzę prawniczą. Przykładem niech będzie sprawa zajęcia i sprzedaży ciągnika należącego do dłużnika, przez komornika sądowego.
 
Przeczytałem na ten temat duży artykuł, w którym między innymi zarzucono sądowi, że umorzył postępowanie w sprawie skargi na czynność komornika, gdyż ciągnik został sprzedany przed rozpoznaniem skargi przez sąd. Opisujący sprawę dziennikarz wyżywał się na sądzie podnosząc, iż jest to przykład zmowy pracowników wymiaru sprawiedliwości. Tymczasem wystarczyło przeczytać przepisy kpc by stwierdzić, że postępowanie sądu było prawidłowe. Trzeba bowiem rozróżnić skargę na czynność komornika od skargi na komornika.
 
Jeżeli chodzi o zdanie uczestników postępowania to musimy pamiętać, że jeszcze się taki nie narodził co by wszystkim dogodził. Prawie każde postępowanie sądowe niezależnie od rodzaju sprawy powoduje, że jedna ze stron je przegrywa. Nie zawsze też wygrywający wygrywa w takim zakresie, jakby w rzeczywistości chciał. W rezultacie  z sądu wychodzi co najmniej jedna strona niezadowolona, a swojej przegranej lub braku wygranej upatruje nie w swoim działaniu, a w postępowaniu sądu. Oczywiście w opisie tym generalizuję, bo są i takie sytuacje że sąd popełnił błąd czy się pomylił. Chodzi mi jednak o ogólną sytuację w odniesieniu do pracy wymiaru sprawiedliwości. Podejrzliwość strony przegrywającej co do braku obiektywizmu ze strony sądu, w przeważającej części jest  wynikiem braku wiedzy u komentatorów przepisów czy też upolitycznianie wyroków przez polityków. Dla tych ostatnich bowiem wyrokiem słusznym jest tylko taki, który jest dla nich korzystny. Każdy inny, to wyrok wydany na zamówienie.  Jak więc inni mogą oceniać wyroki które dotyczą ich osób jeżeli ci co stanowią prawo, oceniają postępowanie sądów negatywnie.
 
Chciałbym by dobrze mnie zrozumiano. Nie bronię każdego wyroku, każdego zachowania sędziów czy prokuratorów. Też popełniają błędy i sam jako adwokat byłem tego świadkiem. Nie można jednak z tych błędów wyciągać uogólnionych i tak daleko idących wniosków, że jest konieczna kontrola sądów i sędziów oraz prokuratorów. Zapomnijmy wtedy o demokracji.
 
Kto bowiem będzie powoływał tych obersędziów? Przecież będą to ludzie z nadania politycznego. Pamiętajmy, że chodzi tu nie tylko o przypadki wyroków skazujących uznawanych przez polityków za niesłuszne, ale też uniewinniających. Jeżeli więc ktoś zostanie oczyszczony z zarzutów, to zawsze jakiś czynnik ludowy pochodzący z nadania urzędującego prezydenta i tak będzie mógł ten wynik zmienić. Czy właśnie tak ma wyglądać sprawiedliwość w demokratycznym państwie?
 
Pamiętajmy, że sądy są nie po to by je lubić czy też nie. Sądy są po to by orzekać i dawać przez te orzeczenia poczucie sprawiedliwości. Jeżeli to poczucie nie istnieje lub jest zachwiane, to wtedy trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie - dlaczego? Czy jest to wynikiem systemu, czy też błędnej oceny. Ja uważam, że w większości przypadków mamy do czynienia z błędną oceną spowodowaną sytuacjami, które wcześniej wskazałem. Oczywiście miały miejsce też nadużycia i błędy, naganne zachowania sędziów czy prokuratorów. W tej sytuacji wcale ich nie bronię. Sprzedaż ciągnika należącego do dłużnika, ukaranie dyrektora zakładu karnego w Koszalinie za zapłacenie grzywny za skazanego, są tego drastycznym przykładem. Nie dają one jednak w żaden sposób podstaw, do generalnego wskazywanego przez opozycję zmieniania prawa. 
 
Monteskiusz mówił, że prawo powinno być jak śmierć, nikomu nie darować. Taką zasadę powinniśmy respektować a nie bawić się prawem w szczególności że czynią to osoby, które jednocześnie stawiają się ponad prawem, chociażby powołując się na immunitet poselski.
 
Nie mniej przerażająca jest propozycja wprowadzenia możliwości  prowokacji. Jest to koncepcja iście z państwa totalitarnego. Przypominam sobie książkę Akwarium Suworowa. Bohater opisuje tam dylemat jaki miał, gdy w miejscu z którego prowadził obserwacje, pojawił się jego bezpośredni przełożony, a jednocześnie mentor, który w tym miejscu i o tym czasie nie powinien być. Czy zameldować o tym wyżej, co będzie skutkowało zakończeniem kariery tego którego zobaczył, czy też nie? Zadał bowiem od razu sobie drugie pytanie. A jeżeli jest to prowokacja i mnie tylko sprawdzają czy doniosę?
 
Tak samo będzie z proponowanym rozwiązaniem prawnym. Kto będzie bowiem decydował kogo sprawdzamy? Kto będzie decydował jak sprawdzamy?
 
Prowokacja jest dopuszczalna w chwili obecnej tylko w przypadkach gdy wiemy, że sprawca popełnił przestępstwo i chcemy złapać go na „gorącym uczynku”. W proponowanej wersji każdy z nas może stać się przedmiotem takiej prowokacji, w imię sprawdzianu lojalności i próby wyeliminowania takiej  osoby z życia publicznego. Nowy kodeks postępowania karnego obowiązujący od 1 lipca 2015 r. nie uznaje za dowód, materiał uzyskany niezgodnie z prawem. Za niezgodny z prawem traktuje się taką prowokację, jaką chce wprowadzić do kodeksu opozycja.
 
Wsłuchujmy się więc uważnie w to o czym mówią politycy, słuchajmy po to by wiedzieć co  chcą nam zgotować. Teraz jeszcze mamy możliwość wyboru. Niedługo być może niektórzy z nas już takiego wyboru nie będą mieli, bo zostaną wykluczeni z życia publicznego. Wystarczy przecież kogoś oskarżyć nawet niesłusznie, by pomimo wyroku uniewinniającego, został uznany za winnego przez  jakiś nadsąd.