Układ rodzinno-towarzyski, nepotyzm, kumoterstwo, kolesiostwo. Podobno taki jest Szczecinek - cz III

  • Blogi
  • Felietony
Jerzy Hardie-Douglas / 31.03.2016 / Komentarze
Felieton burmistrza Jerzego Hardie-Douglasa

Kolejny przykład kolesiostwa i kumoterstwa. Burmistrz za „symboliczne” pieniądze wynajął przyjaciółce swojej byłej żony, a jednocześnie swojej znajomej, Mysią Wyspę. Wcześniej „wpompowano” w Mysią Wyspę miliony złotych.

Pani Bożena O., „przyjaciółka” byłej Żony burmistrza, od lat prowadzi w Szczecinku spółkę „Mambo”, świadczącą usługi gastronomiczne. M.in. zawiaduje , położonym przy  ulicy Mickiewicza, w pobliżu jeziora, kultowym pubem o nazwie "Garage".

A teraz na początek opowieści, taka ciekawostka. Przed objęciem urzędu burmistrza przez J. Hardie-Douglasa, firma Bożeny O. za zgodą ówczesnego włodarza miasta, otrzymała w użytkowanie budynek, w którym była prowadzona działalność gospodarcza (pub)… nieodpłatnie. Po przejęciu władzy przeze mnie, w ramach „kolesiostwa i kumoterstwa” naliczyłem Jej za w/w teren, czynsz dzierżawny w wysokości 1087 zł miesięcznie.

Ok 9 lat temu, miasto wpierw wydzierżawia od Lasów Państwowych, a potem kupuje teren tzw. „Mysiej Wyspy”.  Dostrzegamy w tym zupełnie zapomnianym miejscu po drugiej stronie jeziora Trzesiecko, olbrzymi potencjał turystyczny. Odlesiamy teren, karczujemy. W ramach projektu Civitas plus Renaissance, doprowadzamy do Mysiej Wyspy media (prąd, wodę, kanalizację sanitarną), budujemy drewnianą wiatę mającą być początkiem odtworzenia infrastruktury gastronomicznej (przed II Wojną Światową na Mysiej W. była restauracja z ogródkiem mogąca pomieścić 1200 osób). SzLOT z pieniędzy unijnych buduje pomost dla statków. Zbliża się sezon. Zaczynamy poszukiwać restauratora, który podejmie się prowadzenia na Mysiej Wyspie działalności gastronomicznej w wybudowanej przez miasto gastronomicznej wiacie. Jesteśmy napaleni i pewni sukcesu, ale ku naszemu zdumieniu, gastronomowie … już niekoniecznie. Rozmawiamy kolejno z: właścicielem hotelu „Pojezierze”, „Żółtego Domu”, baru „Arkadia”, „Sokolnika”, pizzerii „Oregano” (wtedy chyba nazywała się inaczej). I Co? Nikt nie chce. Nie stawiamy żadnych wymagań poza rozpoczęciem na czas działalności.

Bożena O. Jest ostatnią deską ratunku. Po długich namowach wyraża zgodę. Jedynym warunkiem jest to, iż w przypadku, gdy okaże się, że interes jest opłacalny, uzyska zgodę na kilkuletnią dzierżawę. Umowę z firmą „Mambo” negocjuje już nie miasto, a Szczecinecka Lokalna Organizacja Turystyczna, której wcześniej miasto oddało Mysią Wyspę w zarząd.

Co dzieje się dalej to wie każdy mieszkaniec Szczecinka. Bożena osiąga olbrzymi sukces. Inwestuje w bar na Mysiej Wyspie dużo pieniędzy, wyposaża go, ale i ma tłumy klientów. Dzierżawa opiewa na rok, a po odebraniu przez miasto zarządu nad Wyspą SzLOTowi, na kolejne 2 lata. Po tym okresie, aby dzierżawę przedłużyć, muszę zapytać o zgodę Radę Miasta. I pytam. W głosowaniu nikt nie jest przeciw. Dwie osoby z opozycji wstrzymują się od głosu, jedna jest za. Wszystko przejrzyste i poddane ocenie radnych, również opozycji.

I kilka sprostowań. Wydzierżawiona jest wiata i teren ogródka, a nie „Mysia Wyspa”. Miasto wydało na infrastrukturę na Mysiej Wyspie duże pieniądze, ale nie, aby zrobić dobrze pani Bożenie O., ale by przypodobać się mieszkańcom Szczecinka. Bo taka jest właśnie nasza rola.

Porównywanie czynszu dzierżawnego wynegocjowanego z firmą gastronomiczną, z nakładami na przygotowanie nowego miejsca wypoczynku dla Szczecinecczan i jego doposażenie, jest jakimś totalnym nieporozumieniem. 

Czy można po 31 grudnia, 2017 r. gdy skończy się dzierżawa obiektu przez spółkę „Mambo” , zrobić przetarg nieograniczony na prowadzenie tego punktu gastronomicznego? Pewnie tak. Ja wychodziłem i wychodzę z założenia, że odwaga, kreatywność i dostrzeżenie potencjału w miejscach, w których inni go nie dostrzegają, powinny być nagradzane.  

Dlatego m.in. za zgodą Radnych RM., Bożena O. ma przedłużoną dzierżawę swojego pubu „Garage” na Mickiewicza, do 31 marca 2022r. (nikt z radnych nie był przeciwny). Czemu? Bo to Ona zauważyła, iż można przerobić publiczną toaletę i substandardowy garaż samochodowy, na pub! Tak, tak. Kibel na knajpę!!! To Ona zaryzykowała i odniosła sukces. Pewnie teraz, gdy miejsce jest latem tłumnie odwiedzane, każdy chciałby je wydzierżawić. Muszą poczekać.

Czy o tym wszystkim mówili redaktorzy porażającego swą nierzetelnością programu „Bliżej ludzi”? A może mówił posługujący się wyłącznie insynuacjami radny Betka? Nie. Oni zanim jeszcze tu przyjechali to już nas osądzili i wydali wyrok. Wyrok na Szczecinek i jego władze samorządowe, oczerniając nas w oczach milionów telewidzów.

I już krótko o jednym z innych „wątków”.

Moja praca w ratuszu i równocześnie opiece zdrowotnej, jest w 100% legalna. Również w szpitalu, dopóki miasto jest tylko mniejszościowym udziałowcem w spółce prawa handlowego prowadzącej tenże szpital. Dzięki donosom opozycji zgodność mojej pracy z prawem została gruntownie przebadana przez MSWiA i Wojewodę Zachodniopomorskiego. Od 10 lat pracuję w Szpitalu w Szczecinku za darmo. Operuję w czwartki cięższe przypadki onkologiczne i przyjeżdżam nocami do zabiegów, gdy wezwie mnie lekarz dyżurny, a ja mam właśnie „dyżur pod telefonem” i nie biorę za to ani grosza. Nomen omen, to właśnie którejś nocy uratowałem życie, operując ciężko chorą żonę jednego z radnych opozycji. Nie piszę o tym by oczekiwać wdzięczności, ale odrobiny przyzwoitości. Chociaż wiem, że ze strony tych, którzy tak cieszą się z sukcesu napuszczenia na nas TVN 24, raczej nie mam, co takiego uczucia oczekiwać.

Od 10 lat powtarzam, że moim warunkiem sprawowania funkcji burmistrza jest zgoda na równoczesną pracę w zawodzie.  Chirurgia, szczególnie ta onkologiczna, to mój zawód i niezależnie od tego jak górnolotnie to zabrzmi, moje powołanie.

W Szpitalu pojawiam się też za pieniądze.  To prawda. Przyjmuję w Poradni Onkologicznej. Poproszono mnie o to kilka lat temu. Długo się opierałem. Nie chciałem tam pracować, bo piątkowe popołudnia, to był mój jedyny czas wolny. Jednak beze mnie poradnia z powodu braku lekarzy nie istniałaby. I jeśli nic na rynku usług zdrowotnych nie zmieni się, po moim zaprzestaniu pracy w Poradni Onkologicznej w Szczecinku, będzie musiała być ona zamknięta. Póki co, miesięcznie przyjmuję tam ok. 200 – 230 chorych. Sądzę, że są gdzieś granice pracy non profit.  Uważam, że za tą część pracy należą mi się pieniądze. Ujawnianie w TVN moich zarobków nie obraża mnie, bo ja tych pieniędzy nie ukradłem, tylko je uczciwie zarobiłem, ale próba robienia z tego sensacji świadczy o poziomie redaktorów. A na temat poziomu występującego w programie radnego, pozwólcie, że pomilczę.