Zazielenianie węgla

  • Blogi
  • Felietony
Jerzy Hardie-Douglas / 07.04.2017 / Komentarze
Felieton burmistrza Jerzego Hardie-Douglasa

Gdybyście nie wiedzieli - a oto Polska właśnie. Polska – kraj położony między Bałtykiem i Tatrami, pełen jezior, rzek i lasów. Kraj rozwojowo zapóźniony, który od kilkunastu lat „przyśpieszył’ w gonieniu Europy Zachodniej, a w czasie ostatniego wielkiego kryzysu światowego, zadziwił wszystkich utrzymaniem tendencji wzrostu. Do Polski napłynęły miliardy euro nie tylko z pomocy unijnej, ale przede wszystkim z inwestycji zagranicznych. Dzięki nim w kilku dziedzinach gospodarki Polska zaczęła wysuwać się na czołowe pozycje. Taką dziedziną gospodarki w której przez ok. dwadzieścia ostatnich lat wypracowaliśmy pozycję jednego ze światowych liderów jest przemysł przetwórstwa drewna i meblarstwo.

Z raportu dla CCIF (Polsko –Francuska Izba Gospodarcza):

 „…W latach 2013-2015 dynamika polskiego eksportu mebli kształtowała się na wyższym poziomie niż dynamika polskiego eksportu ogółem, co znalazło odzwierciedlenie w zwiększeniu udziału eksportu mebli w całkowitym polskim eksporcie w tym okresie. Polska znajduje się na piątym miejscu pod względem udziału wartości eksportu mebli w PKB (2,3%) wśród krajów UE. Co więcej, Polska jest czwartym największym (po Chinach, Niemczech i Włoszech) eksporterem mebli na świecie z 4,9% udziałem w światowym eksporcie mebli”.

(cały raport-http://ccifp.pl/dobre-perspektywy-dla-bran%C5%BCy-meblarskiej/). Według szacunków w 2016 r. wartość eksportowanych mebli była kolejny raz rekordowa i prawdopodobnie wyniesie ok. 9,6 mld euro.

Dlaczego polskie meblarstwo i przemysł przetwórstwa drewna rozwijają się tak dobrze? Powodów jest kilka. Polska ma duże zasoby surowca czyli drewna, ma nadal konkurencyjną płacowo siłą roboczą przy jednocześnie wysokim  tzw. etosie pracy, oraz ma na miejscu rozwinięty przemysł wytwarzanie półproduktu, czyli płyty meblowej. Nasze firmy produkują raczej meble tanie. Działają na niskiej marży i z tego względu są bardzo podatne na zachwianie stabilności czynników kosztotwórczych.

Z jakiego powodu piszę o tym wszystkim? Otóż z powodu różnorakich działań obecnego rządu, a przede wszystkim Ministerstwa Środowiska. Nieodpowiedzialne decyzje tego resortu mogą za chwilę zagrozić funkcjonowaniu całego świetnie działającego sektora polskiej gospodarki. Niebezpieczeństw jest kilka, za to są one bardzo realne. Pierwszym jest przygotowywana zmiana definicji tzw. „drewna energetycznego”. W trakcie przygotowywania ustawy o OZE (Odnawialnych Źródłach Energii), posłowie PiS w porozumieniu z Lasami Państwowymi niespodziewanie  zgłosili poprawkę zawartej w tejże ustawie definicji drewna niepełnowartościowego wykorzystywanego na cele energetyczne. Zapisy umożliwiają Lasom Państwowym (LP) przeznaczanie do sprzedaży jako drewna energetycznego, obok pozostałości po wycince, również drewna gorszej jakości, które przemysł drzewny mógłby przetworzyć. Efektem ustawy jest kuriozalne rozporządzenie Ministra Środowiska w sprawie szczegółowych cech jakościowo-wymiarowych i fizyko-chemicznych drewna energetycznego. Rozporządzeni tak nieprecyzyjne, że pozwala de facto na spalanie każdego rodzaju drewna. Na „konsultacje” rozporządzenia zainteresowani (cały przemysł meblarski i płytowy) mieli… 3 dni.

Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego ocenia, że wspomniane w projekcie pojawienie się w wyniku np. klęski żywiołowej nadmiaru drewna którego przemysł nie będzie w stanie przetworzyć, to kompletna fikcja. Bo już dziś zdolności przerobowe zakładów płyt przekraczają roczną podaż o ok.

20 mln m3! Czyli drewna do produkcji brakuje, a Lasy Państwowe chcą sprzedawać drewno do współspalania w energetyce. Nie można tego nazwać inaczej, jak sabotowaniem rozwoju gospodarczego w branży przetwórstwa drewna.

MŚ świadomie łamie prawo unijne wykazując swoisty dualizm myślenia. Obowiązujące rozporządzenie Ministra Środowiska w sprawie standardów emisyjnych z instalacji z 2011 r., nie uznaje za biomasę odpadów drewna zanieczyszczonych chemicznie, które „mogą zawierać związki fluorowcoorganiczne lub metale ciężkie jako wynik obróbki środkami do konserwacji drewna lub powlekania, a takowe zawierają w szczególności odpady drewna pochodzące z budownictwa i odpady z rozbiórki”. Tymczasem projekt kwalifikuje jako drewno energetyczne właśnie materiał z rozbiórek, stare meble, elementy wyposażenia wnętrz itp., również poddanych wcześniej „obróbce chemicznej”, które uległy m.in. „zużyciu moralnemu”. Instytut Nafty i Gazu potwierdza, że drewno porozbiórkowe itp. jak najbardziej może zawierać wymienione w rozporządzeniu substancje, zatem ich spalanie może doprowadzić do emisji substancji szkodliwych.

Z drugiej strony Ministerstwo pracuje nad zmianą definicji biomasy, aby zabronić fabrykom płyt wiórowych i meblarzom spalania  w swoich instalacjach (m.in w celu suszenia drewna) odpadów poprodukcyjnych zawierających kleje i impregnaty, które, o czym MŚ doskonale wie, w przeciwieństwie do drewna „poddanego wcześniejszej obróbce chemicznej” (patrz wyżej),  od wielu lat nie zawierają chlorowcopochodnych i metali ciężkich i są  przez UE jednoznacznie kwalifikowane jako biomasa. W tej mega szkodliwej „inicjatywie” swoje „zasługi” mają m.in. szczecinecka „Terra” i małżeństwo pp. Pawłowicz, ślący donosy do MŚ na Kronospan. To bezzasadne zawężenie definicji biomasy (inne niż w pozostałych krajach UE), ma kapitalne znaczenie dla obniżenia konkurencyjności polskich wyrobów płytowych i meblarskich.

Pomysł spalania drewna w elektrowniach jest tak głupi, że nawet trudno go komentować.

Z jednej strony brakuje drewna do produkcji płyty meblowej co powoduje konieczność sprowadzania go m.in. z Białorusi, z drugiej, Ministerstwo Środowiska zabrania przewozu do Polski wyselekcjonowanego drewna poużytkowego, które w wielu krajach - np. we Włoszech, jest materiałem z którego już w 80% produkuje się płyty drewnopochodne.

Lasy są dobrem narodowym, o czym PiS ze swoim znakomitym ministrem  Szyszko (ten od „stodoły” za 0,5 mln zł i zabijania bażantów oraz żubrów) wydaje się zapominać. Ministerstwo zabrania sprowadzania np. z Niemiec czy Norwegii drewna z selektywnej zbiórki odpadów, które to drewno  może zmniejszyć wyrąb lasów. Z drugiej otwiera sobie furtkę do spalania w piecach zakładów energetycznych zdrowego drewna. Ten bezsensowny wyścig o drewno w którym będzie teraz uczestniczyć bogata energetyka i potrzebujące go do produkcji zakłady płyt meblowych, jest przez tych drugich z góry przegrany. Firmy typu Kronospan, Humanit czy Pfleiderer, będą zmuszone podnosić cenę swoich wyrobów, a to bezpośrednio uderzy w zakłady meblarskie. Jeśli dorzucimy do tego konieczność przejścia na rosyjski gaz, który będzie musiał zastąpić odpady poprodukcyjne wykorzystywane w całej Europie, a więc u konkurencji (!) jako podstawowe  źródło ciepła w branży meblarskiej, mamy gotowy scenariusz na kryzys i wyeliminowanie polskich producentów mebli. Przegranym będzie cała branża drzewna, a „zwycięzcą”…  jedynie jeszcze bardziej bogacące się, a przecież i tak bardzo bogate, Lasy Państwowe.

Problem jest widoczny gołym okiem. W Sejmie interpelowali w tej niezwykle ważnej sprawie m.in. posłowie Kazimierz Plocke i Stanisław Gawłowski. Przytoczę na koniec fragment odpowiedzi V-ce Ministra Ministerstwa Środowiska – Andrzeja Koniecznego na interpelację posła K.Plocke:

„…Ministerstwo  Środowiska aktywnie promuje wykorzystanie drewna niepełnowartościowego dla tzw.  „zazieleniania” węgla i innych kopalin, a także jako samoistnego źródła energii elektrycznej i/lub cieplnej…”

Jerzy Hardie-Douglas

Foto: Sławomir Włodarczyk