ZUS ZLA

  • Blogi
  • Felietony
Jerzy Hardie-Douglas / 02.12.2016 / Komentarze
Felieton burmistrza Jerzego Hardie-Douglasa

ZUS ZLA to zaświadczenie o zwolnieniu lekarskim. W świadomości Polaków funkcjonuje nadal, jako druk L-4. Przepustka do legalnej absencji w pracy. Z założenia - absencji z powodu choroby, a w rzeczywistości?

Dla mnie od dawna L-4 to synonim zepsucia i słabości państwa. Przyzwolenie na cwaniactwo, manipulację, oszukiwanie, wyłudzenie. Można tak w nieskończoność.

Oczywiście wszelkie generalizowanie jest rzeczą niewłaściwą. Zdarzają się osoby, które nie idą do pracy, bo zachorowały i po prostu pójść do pracy nie mogą. Wiele osób, aby uniknąć obniżenia uposażenia z tytułu zwolnienia lekarskiego, w czasie choroby wykorzystuje swój urlop wypoczynkowy. To jedno z ramion krzywej Gausa.

Jest jednak grupa osób, które L-4 wykorzystują w sposób całkowicie niezgodny z jego przeznaczeniem. I jakoś mam przeświadczenie, że to „ramię” jest zdecydowanie grubsze.

Polacy potrafią „wziąć” zwolnienie z pracy, aby wyjechać na urlop (często również za granicę). Inni wyłudzają zwolnienie, aby sobie odpocząć w domu i zrobić zakupy albo np. przygotować święta.

Łatwość, z jaką w Polsce można dostać zwolnienie lekarskie z pracy jest zadziwiająca. To w dużej mierze wina lekarzy, którzy po prostu - jak sądzę - chcą mieć święty spokój. Już kiedyś o tym pisałem. Wtedy chodziło o zaświadczenia lekarskie umożliwiające nauczycielom skorzystanie z tzw. „urlopu dla poratowania zdrowia”. W zamierzeniu ustawodawcy, który wpisał taką możliwość do Karty Nauczyciela, taki „urlop” miał dotyczyć osób chorych lub rekonwalescentów. W rzeczywistości zaczął być traktowany przez nauczycieli, jako należny, co kilka lat przywilej zawodowy.

- Chyba pójdę sobie na roczny urlop - usłyszałem kilka lat temu od znajomej nauczycielki.

- Coś się dzieje, o czym nie wiem? Chorujesz? - spytałem zaniepokojony.

- Nie. Po prostu byłam dopiero jeden raz i już mi znów przysługuje!

Takie nieprawidłowe podejście do specyficznego rodzaju zwolnienia lekarskiego to tylko czubek góry lodowej. Demoralizacja jest znacznie głębsza. L-4 stało się naturalną ścieżką, którą powszechnie podążają prawie wszystkie osoby zwalniane z pracy. Osoba zwalniana, czując „pismo nosem”, w dniu, gdy ma mieć wręczone wypowiedzenie z pracy, najnormalniej w świecie się w niej nie zjawia. Tego samego lub następnego dnia dostarcza L-4. Początkowo na miesiąc, potem na kolejne miesiące – zwykle na pół roku. Tak zachowują się praktycznie wszyscy. Można powiedzieć, że bronią się przed utratą poborów, ale przecież to właśnie jest chore. Ktoś tym zdrowym ludziom te zwolnienia wystawia!!!

Nauczycielka startuje w konkursie na dyrektora szkoły. Konkurs przegrywa, a następnego dnia okazuje się, że jest chora. Wykorzystuje „do dna” zwolnienie z pracy, a potem urlop dla poratowania zdrowia. Uff. Dobrze, że taka chora osoba nie wygrała konkursu.

Choroba „dopada” zwalnianego z pracy dyrektora dużej firmy z branży ochrony zdrowia, szefa spółki miejskiej, urzędnika ratusza, dyrektora w organizacji pozarządowej. Wszyscy oni poprzedniego dnia wyglądali na zupełnie zdrowych, jednak jak widać choroba nie wybiera. Ze wspomnianym dyrektorem placówki opieki zdrowotnej, tego samego dnia „idzie na zwolnienie” kilka innych osób ze ścisłego kierownictwa firmy. Wyraźna epidemia. Szkoda, że sytuacją epidemiologiczną nie interesuje się Sanepid. 

- Pójdę na zwolnienie. Ile razy to słyszeliście? Ja dziesiątki. Tak, jakby nasi rozmówcy mówili, że pójdą do sklepu po bułki. Zaczynam wątpić w to, czy Polacy w ogóle zdają sobie sprawę z naganności tego postępowania. Bo ten proceder dotyczy prawie wszystkich – od robotnika po dyrektora dużej firmy.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo to, co usłyszałem wczoraj, przelało czarę goryczy. Na posiedzenie Trybunału Konstytucyjnego nie stawiło się trzech sędziów. Wszyscy z nadania tej samej partii. Wszystkim im zależało na obstrukcji i na sparaliżowaniu Trybunału. I cała trójka jednego dnia „zachorowała”!!!

Chciałoby się powtórzyć za Cyceronem: „O tempora, o mores!”. Ci, którzy powinni stanowić najwyższy autorytet moralny w Polsce, kpią z prawa. Chyba już niżej upaść nie mogliśmy.

Jerzy Hardie-Douglas

Foto: TVN24