Czy to jeszcze Polska czy już KRLD

  • Blogi
  • Felietony
MIrosław Wacławski / 12.07.2018 / Komentarze
Felieton mecenasa Mirosława Wacławskiego

Mieszkaniec Korei Płn. wie o świecie tyle, ile powie jemu jego Ukochany Przywódca oraz tyle co usłyszy z ust złotoustej spikerki. Ta prawda o świecie to wiedza, jak potężna jest Korea Płn., jak drżą przed nią inne państwa, jak dostatnio żyje się mieszkańcom kraju i jaka świetlana przyszłość ich czeka.

Pomimo tego, że mieszkańcy tego biednego kraju widzą co się dzieje wokół nich, wiedzą jak żyją, wierzą w słowa które słyszą. Jednocześnie nie znają rzeczywistości, bo nie mają punktu odniesienia. Uważają, że świat który widzą jest najlepszy bo tak im powiedziano, a inne światy mogą być i są tylko gorsze.

Jeżeli zapytacie Państwo czy jest jeszcze jakieś inne społeczeństwo, które traktowane jest w podobny sposób, które mami się obietnicami a jednocześnie przekazuje się, że czarne jest białe, to od razu odpowiadam. Jest, a tym społeczeństwem jesteśmy my - Polacy.

Oto kilka dni temu Sejm zwołany w trybie pilnym w ciągu jednego dnia, przyjął poprawkę do ustawy o IPN, przegłosował ją Senat a następnie podpisał Prezydent. W chwilę po podpisaniu zmian w ustawie, zabrał głos Premier. I czego się dowiedzieliśmy? Że jest to niebywały sukces naszego Kraju i naszej dyplomacji. Że dzięki tej ustawie Niemcy przyznali się do zbrodni popełnionych na terenie Polski, a świat zrozumiał kto był oprawcą a kto ofiarą.

Zastanówmy się chociaż przez chwilę nad tym, co mówił Premier. Jeżeli ta ustawa odniosła tak kolosalny sukces, to po co ją zmieniać. Należało wręcz przeciwnie, wprowadzić jeszcze bardziej restrykcyjne przepisy licząc, że przyniosą jeszcze bardziej pożądane rezultaty.

A po co jakieś wspólne oświadczenie z premierem Izraela. Jeżeli nie miał on racji a nasze stanowisko znalazło posłuch w świecie, to trzeba było walić w przeciwnika jak w bęben. Niech zapamięta z kim zadarł i jaka może spotkać go nauczka.

Już raz odnieśliśmy wspaniały sukces, przegrywając głosowanie w parlamencie UE 1:27, a teraz ten sam sukces powtórzyliśmy. Takie historie może Pan Premier i partia rządząca opowiadać mieszkańcom Korei Płn. W Polsce istnieje jednak jak na razie dostęp do internetu, są jeszcze niezależne media, a my wiemy jak wygląda świat naprawdę.

Jeżeli jednak ktoś stara się wytłumaczyć całkowitą klęskę w taki sposób to albo ma społeczeństwo za idiotów, albo sam nie wierzy w to co mówi. Mieliśmy przecież powstać z kolan, a w rezultacie Izrael pokazał nam nasze miejsce w szeregu. Nie mówię tu już o USA, które potraktowało naszego Prezydenta jak piąte koło u wozu, nie wpuszczając go nawet do przedsionka Białego Domu.

Nasi rządzący popisali się też wyjątkową znajomością dyplomacji. Wypowiedzi przedstawicieli Izraela i Stanów Zjednoczonych komentujący zmianę w ustawie o IPN były bardzo stonowane i na wskroś dyplomatyczne. Przecież mogli wzorem naszych orłów dyplomacji, pokazać kto tak naprawdę rozdawał karty i kto komu musiał się podporządkować. Tymczasem Pan Premier i jego przedstawiciele nawet tego nie potrafili zrozumieć i wyciągnąć właściwych wniosków.

Co do wystąpienia Pana Premiera, to istnieje jeszcze trzecia możliwość. Po prostu uważa, że ma prawo tak mówić, bo nie musi się z nikim liczyć gdyż reprezentuje partię, która ma w kraju władzę absolutną. Tylko to już jest przejaw dyktatury.

Od wielu miesięcy rządzący starają się udowodnić, że jesteśmy nadal państwem demokratycznym. Sam fakt, że starają się to udowodnić już wskazuje, że z demokracją dzieje się źle. Tam gdzie demokracja istnieje i jest realizowana, na jej temat się nie dyskutuje. Tymczasem w Polsce jedynym argumentem, że demokracja ma się dobrze jest wskazywanie, że przecież można demonstrować, ale zapomina się jednocześnie, że prawo do demonstrowania zostało ograniczone, a biorących w nich udział poddaje się różnego rodzaju szykanom.

Zapomina się też, że dzisiaj TK, KRS, Sejm, Senat, urząd prezydencki to atrapy, a o wszystkim decyduje jeden człowiek. Tego faktu już dzisiaj nikt nie kryje.

Najbardziej jednak dla mnie jaskrawym przykładem upadku demokracji jest to, co wydarzyło się kilka dni temu. Nie mówię to o sprawie pierwszej prezes SN ale o tym, co wydarzyło się w Sejmie. Podczas posiedzenia jednej z komisji sejmowych poseł M. Ast prowadzący to posiedzenie, w trakcie trwania głosowania, gdy zorientował się, że na sali jest zbyt mało posłów PiS, po oddaniu już głosów za procedowanym aktem prawnym, zarządził 5 minutową przerwę. Czegoś takiego jeszcze nie było. Okazuje się, że większość sejmowa nawet gdy nie ma większości na sali w trakcie głosowania, to potrafi przegłosować pozostałych, przerywając samą czynność glosowania.

Po co więc głosowanie, przyjmijmy od razu, że ponieważ PiS ma większość w Sejmie, to głosowania są zbędne.

Po co Parlament, przyjmijmy, że z chwilą ogłoszenia wyników wyborów, partia która ma absolutną większość wydaje akty prawne, a udział posłów w pracy Sejmu jest zbyteczny. Przynajmniej zaoszczędzimy na przejazdach i noclegach posłów itp.

Jeżeli natomiast ktoś uważa, że nic się nie stało, że państwo funkcjonuje prawidłowo a demokracja nie jest zagrożona, to proponuję by osoby tak myślące wyobraziły sobie taki stan faktyczny.

Następne wybory do parlamentu PiS przegrywa. Wygrywający nic jednak w obowiązujących przepisach nie zmieniają, a jednocześnie według tych przepisów i obowiązujących zasad, obsadzają swoimi nominantami sędziów TK, wybierają jednocześnie jego przewodniczącego, członków KRS, sędziów do SN ze wskazaniem Pierwszego Prezesa SN, powołują nowych prezesów sądów powszechnych, sprawują ścisły nadzór nad prokuraturą, w myśl ustawy o prokuraturze poprawionej przez PiS. Czy wtedy przedstawiciele tej partii i jej zwolennicy czuli by się w takim państwie bezpiecznie i uznaliby, że Polska to kraj demokratyczny?

Demokracja to nie realizacja prawa z punktu widzenia rządzących, ale poddanie się przez wszystkich rządzonych i rządzących obowiązującym normom konstytucyjnym, przyjętym według powszechnie obowiązujących w tym państwie demokratycznych zasad.

Mirosław Wacławski

Foto: fakty interia pl