Lokalna wojna hybrydowa

  • Blogi
  • Felietony
Grzegorz Grondys / 21.02.2018 / Komentarze
Felieton dr Grzegorza Grondysa

W ostatnim czasie pojawiło się szereg nowych pojęć związanych z zagrożeniami, z konfliktami. Pierwszym było pojęcie „asymetrii", "asymetryczności", które jest terminem określającym różnorodne formy dysproporcji występujących w otoczeniu przeciwstawnych sobie rzeczywistości. W strategii wojskowej, asymetria polega na nieuczciwej walce, uderzeniu w słaby punkt, walce informacyjnej, walce w sferze opinii publicznej. Zagrożenie asymetryczne stwarza najczęściej strona, która dążąc do konfrontacji, nie jest zdolna przeciwstawić się przeciwnikowi w sposób symetryczny, z użyciem tych samych lub podobnych środków walki.

Kolejnym, bardzo ostatnio, popularnym pojęciem, szczególnie po aneksji przez Rosję Krymu jest pojęcie wojny hybrydowej. Współczesna strategia wojenna, definiuje ją jako odmianę konfliktu asymetrycznego, toczonego na różnych arenach. Często trudno powiedzieć komuś, że się go nienawidzi, wtedy stosuje się metody wojny hybrydowej, w której wykorzystuje się „działania asymetryczne” w postaci hejtu w internecie, nadawania tytułów o zrozumiałym negatywnym wydźwięku a później udawanie i kłamanie w „żywe oczy”, że przecież się nic takiego nie stało, że nie rozumiem o co chodzi.

Normalnym jest, że możemy mieć różne zdania na różne tematy, ale musimy rozmawiać i wyjaśniać, a nie stosować brudne faule. Moim powiedzeniem jest, że przy wykonywania swoich obowiązków, nawet z diabłem będę współpracował, jeśli będzie to przynosiło korzyść w postaci poprawy porządku i bezpieczeństwa publicznego. Nie mogę jednak współpracować z kimś, kto od dłuższego czasu obrzuca mnie błotem, opluwa a nie potrafi powiedzieć mi w oczy, że mnie nienawidzi. W końcu nie jestem zupą pomidorową, żeby mnie każdy lubił. Nie mam zamiaru jeszcze za to płacić, dostarczając informacji.

W felietonie „Kampania wyborcza rozpoczęta”, pokazałem jak dziwnie zbieżne z hejtami zamieszczanymi na forum Tematu Szczecineckiego są teksty Jerzego Gasiula. Rozumiem, że może być wpatrzony w politykę PiSu jak w obrazek, ale ja mogę mieć inne poglądy na tą politykę
i mogę je wyartykułować.

Obecnie nie atakując mnie wprost, w dalszym ciągu stosuje wojenkę podjazdową. Przez długi czas, były już Komendant Powiatowy Policji twierdził, że monitoring to narzędzie kompletnie nieprzydatne, niezdające swojej roli, całkowicie bezsensowne. Po przekazaniu obsługi monitoringu Straży Miejskiej okazało się, że jest to narzędzie niezwykle przydatne, które pozwala na udowodnienie winy wielu sprawcom i ograniczenie zdarzeń w przestrzeni monitorowanej. O tym mieszkańcy musieli się przekonać. Ostatnim przykładem przydatności monitoringu jest zarejestrowany przypadek nieobyczajnego wybryku, jakiego dopuszczono się w bezpośrednim sąsiedztwie placu zabaw.

Jedno z ustawowych zadań straży miejskich określone zostało w art. 11 ust.1 pkt. 8 Ustawy o strażach gminnych. Polega ono na informowaniu społeczności lokalnej o stanie i rodzajach zagrożeń, a także inicjowaniu
i uczestniczeniu w działaniach mających na celu zapobieganie popełnianiu przestępstw i wykroczeń oraz zjawiskom kryminogennym i współdziałaniu w tym zakresie z organami państwowymi, samorządowymi i organizacjami społecznymi. Takie zadanie spełnia przekazywanie filmów z zarejestrowanych zdarzeń. Mają za zadanie pokazanie mieszkańcom zjawisk czy zdarzeń wpływających na bezpieczeństwo publiczne, na ulicach naszego miasta.

Nie jesteśmy w tym zakresie ewenementem. Takie filmy możemy zobaczyć w programach telewizyjnych wielu stacji telewizyjnych. TVP posuwa się nawet do publikowania nielegalnie nagranych rozmów czy filmów, które wyciekają z prokuratur, agencji państwowych będących przedmiotem dochodzeń czy śledztw.

Zapewne „zbiegiem okoliczności” jest fakt, że zaraz po upublicznieniu samej informacji o zdarzeniu przy placu zabaw, był telefon strasznie zbulwersowanej mieszkanki z numeru łatwo identyfikowalnego, która najchętniej, przynajmniej w rozmowie, zlinczowałaby tego człowieka. W swoim słowotoku nie pozwoliła nawet na wytłumaczenie, że wszystko co mogliśmy zrobić w tej sprawie, zostało zrobione i niczego więcej nie można tu zrobić. Na szczęście nie dałem się jej sprowokować do innych wypowiedzi, chociaż usilnie do tego zmierzała.

Zaraz po tej rozmowie pojawia się artykuł w Temacie, z cytatem rzekomego czytelnika: „Zboczeńca nie ujęto w lesie, o 22.00 pijanego i obnażonego, tylko wczesnym popołudniem w piątek w okolicy domu kultury na placu zabaw. Interwencja u Komendanta Straży Miejskiej nic nie dała. Pan Komendant uważa, że nic się nie stało. Tym razem naprawdę nie wiadomo, czy śmiać się czy płakać...

Bez jakiegokolwiek pytania o to. Szczególna rzetelność dziennikarska? czy dalej asymetryczny konflikt? No i mamy kolejny artykuł, tym razem redaktor J.G. zdobył się na otwarty atak.
W istocie rzeczy, każdy kto powziął informację o popełnionym przestępstwie ma obowiązek poinformowania o tym organów ścigania. W ostatnim okresie bardzo modne stało się w Szczecinku składanie donosów o niepopełnionych przestępstwach. Ich autorzy uważają, że mogą to robić bezkarnie. Skoro wymiar sprawiedliwości jest sterowany politycznie to pewnie jest to bezkarne w wykonaniu zwolenników jedynej słusznej partii. Tu redaktor J.G. nie musi się ukrywać za plecami wyimaginowanej czytelniczki. Przecież w swoim piśmie poinformował mnie o tym. Nie musi oszukiwać czytelników. Na pytania zawarte w tym piśmie, oczywiście zostaną udzielone odpowiedzi, w ustawowym czasie. Skoro taka droga została wybrana to należy wykazać się odrobiną cierpliwości.

Z drugiej strony, moim obowiązkiem jest poinformowanie, że publikowanie zdjęć, nawet tych zamieszczonych na Facebooku bez zgody ich właściciela jest ordynarną kradzieżą praw autorskich, a nie przypominam sobie abym wyrażał zgodę dla Tematu na ich publikację.

Zastanawiam się, o co w tym wszystkim chodzi redaktorowi J.G? Czy o likwidację monitoringu, który ma znaczny wpływ na bezpieczeństwo w Szczecinku? Czy o prostą ludzką zawiść? W momencie, gdy jego ataki przekroczyły akceptowalny poziom, przestaliśmy udostępniać informacje o działaniach straży, bo po co, skoro i tak wszelkie nasze działania przedstawiane są niezgodnie z prawdą? Kiedy redaktor dostawał informacje jako pierwszy, to nie miał wątpliwości, co do poprawności naszych działań, więc skąd nagle ta zmiana? Czuć tu hipokryzją! A może realizuje politykę jedynie słusznej partii, negującej wszystko, co nie jest z nią związane? Wtedy sprawa jest jasna, ale z rzetelnością dziennikarską nie ma to niczego wspólnego!

Grzegorz Grondys

Foto: pieskiesprawy pl