Moje czarnowidztwo się niestety sprawdza

  • Felietony
  • Aktualności
Jerzy Hardie-Douglas / 14.11.2020 / Komentarze
Obrazek użytkownika Jerzy Hardie-Douglas
Felieton Posła na Sejm RP, członka Sejmowej Komisji Zdrowia doktora Jerzego Hardie-Douglasa

Moje czarnowidztwo się sprawdza i wcale nie jestem z tego dumny.

Od wielu miesięcy uprzedzałem, że dramatycznie wzrośnie liczba zgonów, których przyczyną wcale nie będą zachorowania na Covid 19 i, że liczba tych zgonów znacznie przewyższy te z powodu zakażenia koronawirusem.
I proszę: Od sierpnia do końca października tego roku powinniśmy spodziewać się (porównując dane z analogicznego okresu w latach ubiegłych), iż umrze ok. 91,6 tys. osób. A zmarło … 106,4 tys., co oznacza 14,8 tys. zgonów więcej, z czego koronawirus był przyczyną śmierci 3,1 tys. osób!
Cały personel medyczny zaczyna być przekierowywany na walkę, z Covidem. Likwiduje się łóżka internistyczne zamieniając je na „covidowe”. Operuje się tylko nagłe przypadki. Do szpitali nie trafiają chorzy z zawałami, rozchwianą cukrzycą, przełomem nadciśnieniowym, dokonującymi się udarami, zaostrzeniem choroby obturacyjnej płuc i dziesiątkami innych chorób. Umierają w domach nie doczekawszy się pomocy, lub trafiają na SOR-y zbyt późno. Zaniedbywani są chorzy onkologiczni. Ignorancja władzy jest przerażająca. Osobiście nie mogę już patrzeć na wygłaszającego przed kamerami komunały Ministra Zdrowia, który nie będąc lekarzem, niestety opieki zdrowotnej nie czuje. Nie rozumie priorytetów.
Z powodu medycznych zaniedbań, złej organizacji opieki zdrowotnej i jej niewydolności umiera 5 razy więcej chorych niż z powodu koronawirusa.
A wracając do koronawirusa, to na Covid 19 w Polsce też umiera relatywnie znacznie więcej chorych niż w innych krajach europejskich i to również tych, w których choroba z jakiegoś powodu przebiega bardziej dramatycznie.
Minister Zdrowia opowiada na okrągło o dezynfekcji rąk, maseczkach i dystansie. Ok. To jest ważne, ale co dalej? Widać, że nie ma planu i pomysłu. A starzy ludzie obarczeni różnymi innymi chorobami, czyli ci z tzw. „grupy ryzyka” umierają jak muchy. Premier i Minister mówią ostatnio na okrągło o chronieniu seniorów. Tylko co dla nich zrobili? Wyłączność w sklepach od 10 do 12? To jakieś żarty? Apelowanie by zostawali w domach, to w Polsce wołanie na puszczy. Tym ludziom, tym schorowanym 65 czy 70+, którzy tworzą te tragiczne statystyki umieralności, nie pomogą ani łóżka na Stadionie Narodowym, ani respiratory. Oni po prostu nie mogą zachorować!
Po raz setny powtarzam, że trzeba poprzez współpracę z lekarzami rodzinnymi stworzyć listę osób, dla których zainfekowanie koronawirusem z dużym prawdopodobieństwem skończy się śmiercią. I niestety tę grupę trzeba przymusić do kwarantanny zapewniając im troskliwą opiekę i obsługę przez wolontariuszy, wojsko, pracowników MOPS-ów, pielęgniarki środowiskowe. Z kolei ci „opiekunowie”, muszą być regularnie (raz w tygodniu?) testowani, by za wszelką cenę nie zawlec infekcji, by uchronić ludzi z grupy ryzyka przed zetknięciem się z wirusem. Sprawne przeprowadzenie takiej „operacji” uwolni łóżka szpitalne, bo te zapełniane są właśnie przez osoby, które powinniśmy zatrzymać w domach. To da się zrobić i będzie wielokrotnie tańsze od obecnego miotania się. Odczepmy się od dotychczas zdrowych ludzi. Przede wszystkim od młodych, ale i tych w wieku średnim. Jeśli zachorują to trudno. Nie po raz pierwszy i na szczęście w tej grupie nie po raz ostatni. Zachorują i w 99% wyzdrowieją. Testujmy ich tylko, gdy stykają się z „grupą ryzyka”, czyli np. mieszkają z osobami z tej grupy, głównie osobami starymi. Zapomnijmy o zaostrzaniu lockdownu. Pogorszenie sytuacji ekonomicznej tylko spotęguje problemy.
Jeszcze da się to opanować, chociaż z dnia na dzień szansa jest mniejsza.

Jerzy Hardie-Douglas