Mordercy na wolności (jakie kary dla psychopatów)

  • Felietony
  • Blogi
Wojciech Litorowicz / 14.02.2014 / Komentarze

Mordercy na wolności (jakie kary dla  psychopatów)

 

Ogólnopolskie media zdominowała sprawa Mariusza T. Wiadomości pokazały – i to przez kilka minut - jak może wyglądać jego obserwacja po wyjściu z więzienia. Wszystko przy muzyce jak z filmu szpiegowskiego. Oczywiste jest, że najważniejsza jest tu oglądalność ale czy w ten sposób nie uciekamy od istoty problemu? Problemu ważnego bo dotyczącego skuteczności państwa w walce z przestępczością oraz skuteczności systemu kar za najpoważniejsze przestępstwa.

Jak wiadomo w 1989 r. na mocy amnestii wyroki śmierci zamieniono skazanym na kary 25 lat więzienia. Już wtedy należało rozstrzygnąć co robić z mordercami wychodzącymi na wolność bez efektu jakiejkolwiek resocjalizacji. Za spóźnione wprowadzenie ustawy o izolacji osób z zaburzeniami psychicznymi można obwiniać wszystkie rządy od tamtego czasu. Ustawę opublikowano ostatecznie dopiero 7 styczna 2014 r. Nie wszyscy pamiętają, że dotyczy ona tylko osób odbywających karę pozbawienia wolności i to w tzw. systemie terapeutycznym. Jeśli więc skazany zakład karny opuści to ustawa nie ma do niego zastosowania. Wyjątek ma miejsce w sytuacji, gdy sam wniosek o uznanie takiej osoby za  groźną dla otoczenia wpłynął do sądu przed zakończeniem odbywania kary. Tak było w przypadku Mariusza T., stąd dziwiły niektóre wypowiedzi polityków - prawników, że ustawa go „nie obejmie”.

Kwestia ewentualnej niekonstytucyjności ustawy jest również znana. Zarzut dotyczy tu ewentualnego działania prawa wstecz. Jakoś jednak w wielu krajach europejskich nie mają z tym problemu. W Niemczech skazani cierpiący na zaburzenia umysłowe po wyjściu z więzienia  mogą decyzją sądu trafić do zakładu leczniczego na 18 miesięcy. Francuzi mają specjalne ośrodki medyczno sądowe i nie określają czasu osadzenia w nich niebezpiecznych przestępców. W Szwajcarii tzw. prewencyjne pozbawienie wolności ma miejsce w zakładzie terapeutycznym lub karnym oczywiście po odbyciu przez skazanego kary. Jest orzekane na okres do 6 lat z możliwością przedłużenia.

Ok, nasza ustawa też działa ale czy rozwiązuje problem? Na pewno nie bo przebudowania wymaga z jednej strony cały system karania a z drugiej chyba pewna filozofia ochrony praw obywatelskich. Filozofia przez którą sędziowie w Norwegii podają na rozprawie rękę Breivikowi a u nas określa się i pilnuje ile kalorii zjada dziennie skazany (przedszkolaki tak dobrze nie mają). Filozofia wedle której w Unii Europejskiej za nieletnich uważa się osoby poniżej 18 roku życia, co sprzeczne jest z polskim prawem pozwalającym na karanie jak dorosłych już 17-latków. Czy będziemy musieli dostosować się do prawa unijnego łagodząc przepisy? Jesteśmy chyba zbyt politycznie poprawni, żeby spytać czy gwarancje obywatelskie nie osłabiają skuteczności systemu wymierzania kar.

Najprostszą receptę stanowi wołanie o powrót do kary śmierci. Na marginesie – w samym sformułowaniu brak pewnej logiki - jaka to kara? Kara to dolegliwość, którą skazany ma odczuć a tutaj to nie kara a śmierć. Wydaje się to rozwiązaniem nieskutecznym z dwóch powodów. Po pierwsze, jak wskazują badania kara śmierci nie przynosi rezultatu w postaci spadku przestępczości – nie ma tzw. prewencyjnego oddziaływania, nie daje efektu odstraszenia. Po wtóre, nie stanowi w istocie realnej dolegliwości. Sprawców  najcięższych przestępstw raczej nie stać na refleksję jaka kara ich dotknie.

Co taką refleksję mogłoby wywołać? Zapewne dożywocie - ale z perspektywą spędzenia reszty życia w więzieniu bez możliwości warunkowego zwolnienia. Wiemy jak w zakładach karnych traktowani są sprawcy przestępstw seksualnych, zwłaszcza wobec dzieci. Traktowani przez współwięźniów. To jest dla nich rzeczywista kara – pamiętając, że do końca życia. Przeciwnicy wytaczają argumenty w rodzaju „świadomość o możliwości zwolnienia przeciwdziała poczuciu beznadziejności w więzieniu”. Czy nie na tym jednak polega sens kary – ma ona być m. in. społeczną odpłatą za dokonany czyn.

Będzie karą jeszcze bardziej dolegliwą przy założeniu, że zlikwidujemy bądź istotnie ograniczymy „przywileje” jakimi raczymy skazanych. Otóż Mariusz T. dokonał serii morderstw podczas tzw. przerwy w karze udzielonej mu w związku z chorobą matki. Czy przerwa w karze dla zwyrodnialców, psychopatów powinna być utrzymywana? Kolejna rzecz – tzw. kara łączna. Skazani wieloma wyrokami obywatele swoją aktywność w izolacji koncentrują na dostarczaniu sądom wniosków o połączenie im wyroków. Skoro taka instytucja jest dlaczego jej nie wykorzystać (sąd przecież zamiast zsumować kilka kar np. na 10 lat może je trochę skrócić i zrobić 8 i pół roku kary łącznej). Nieistotne czy są prawne możliwości połączenia, skazani piszą a sądy rozpatrują, tracąc cenny czas. Potem postępowanie umarzają bo z formalnych względów wyroków np. połączyć się nie da.

Toczy się również dyskusja na temat celowości utrzymywania przedawnienia przestępstw na tle seksualnym. Rodzi się pytanie – po co w ogóle przedawnienie karalności przy szczególnie ciężkich przestępstwach. Przeciwnicy zniesienia przedawnienia wskazują, że jest to „tradycyjna instytucja prawa karnego” a w przypadku upływu długiego czasu od popełnienia przestępstwa, jak to się ładnie pisze „ustaje potrzeba reakcji prawno karnej”. Ponadto mówi się o  ryzyku zniekształcenia dowodów i braku możliwości ich prawidłowego zebrania po upływie czasu. Czy te argumenty trafiają do przeciętnego odbiorcy? A co z przedawnieniem - ale nie karalności tylko wykonania kary. Sąd skazuje sprawcę np. za tzw. „inne czynności seksualne” z nieletnim na bezwzględną karę 5 lat pozbawienia wolności. Skazany ucieka i wie, że po 15 latach jego kary nie będzie można wykonać. Przedawniło się. Czy takie przepisy ugruntowują świadomość o nieuchronności kary? Co więcej, takie przestępstwa (inne czynności seksualne) są częste a w praktyce gdy są długotrwałe wywołują u małoletnich ofiar spustoszenie w psychice nie mniejsze niż wydawałoby się poważniejsze zgwałcenie. Tymczasem zagrożone są mniejszymi karami - tak, że niekiedy sędziowie mówią wprost: kara byłaby surowsza ale zabrania mi tego ustawa. Problem jest rzeczywiście istotny – według danych Gazety Prawnej w latach 2007 – 2009 ofiarą przestępstw o charakterze seksualnym padło 24 tys. małoletnich.

Widać, że kilkoma korektami w dwóch ustawach (kodeksie karnym, postępowania karnego) można osiągnąć pewien efekt. Efekt społecznej obawy przed karą i przed jej nieuchronnością. Oczywiście bez złudzeń, że wygramy w ten sposób walkę z przestępczością – samo dobre prawo nie wystarczy do jej zwalczenia. A wracając do Mariusza T. Według którejś z gazet na wolności będzie go pilnowało 16 funkcjonariuszy a „szczegóły operacji są utajnione”. Może zróbmy coś innego - napiszmy ustawę, wedle której takich przestępców na krok nie odstępuje jedna osoba (nie kilkanaście). Nie obserwuje szpiegowskimi drogimi gadżetami, nie podsłuchuje. Jest z nią non stop a morderca, gwałciciel nie ma wstępu na imprezy masowe, pracuje tylko w określonych miejscach itp. Jego prawa są rzeczywiście ograniczone ale traktujemy to jako element kary po wyjściu z więzienia. Ilu obrońców praw człowieka oburzyłoby się na takie rozwiązanie. Krzycząc, że to niezgodne z konstytucją wyraziliby przecież tylko swój pogląd…