Otwarcie sezonu 2014.

  • Blogi
Redakcja / 28.05.2014 / Komentarze
Pogoda, cholerna pogoda. Rozwaliła nam Motomikołaje. A teraz otwarcie. Wychodzę przed dom, wieczór, z obawą spoglądam na niebo, przeglądam portale pogodowe - w kratkę deszcz, słońce, deszcz, ?ale jestem pełen nadziei, będzie dobrze. Powoli noc gasi słońce, myślami jestem już w Klub Hausie.

Pogoda, cholerna pogoda. Rozwaliła nam Motomikołaje. A teraz otwarcie. Wychodzę przed dom, wieczór, z obawą spoglądam na niebo, przeglądam portale pogodowe -w kratkę deszcz, słońce, deszcz, …ale jestem pełen nadziei, będzie dobrze. Powoli noc gasi słońce, myślami jestem już w Klub Hausie . Kolejny raz analizuje plan imprezy, każdy szczegół, staram się przewidzieć wszelkie możliwe scenariusze. Zdaję sobie sprawę z odpowiedzialności, jaką biorę na swoje barki i na Klub. Każdy głupi wybryk nieokiełznanych młodych podczas parady może skończyć się fatalnie. Przecież ma padać…. Ślisko, niebezpiecznie. Ta odpowiedzialność ciąży mi jak kamień u szyi topielca …będzie dobrze. Bracia z klubu już kilka dni wcześniej przychodzili każde popołudnie, aby przygotować Klub na przyjęcie gości, to tak jak w domu, wszystko musi być w najlepszym porządku. Podziwiam ich zaangażowanie i oddanie dla sprawy. Są naprawdę fantastyczni. Dołączają do nas, do pomocy osoby z poza Klubu… jak o tym myślę, aż mi gardło ściska. Ten świat nie jest taki zły… tylko ludzie potrzebują jasnego i uczciwego celu, a są w stanie przenosić góry. Dochodzi północ, nie mogę spać. Przewracam się w łóżku jak kotlet na patelni. Setny raz punk po punkcie układam scenariusz Otwarcia Sezonu 2014. Czy o czymś istotnym nie zapomniałem? Wszystko musi być dopięte na ostatni guzik.

Poranek budzi mnie przelotnym deszczem. Powoli jak przed egzekucją jem śniadanie, nie rozmawiam z żoną, myślami jestem już na imprezie. Odpalam motocykl. Miarowa praca silnika uspokaja skołatane myśli, rozdygotane nerwy. Zapinam kask i jak rycerz przed walką zamykam przyłbicę. Nie wiem jak to się dzieje, ale kiedy wsiadam na swoją maszynę, czuję, że staję się innym człowiekiem. Świat staje się inny. Kamizelka z orłem dodaje mi otuchy.

Przed klubem zbiera się grupka motocyklistów, Bracia klubowi krzątają się . Ostatnie dyspozycje, a raczej przypomnienie, kto czym się zajmuje i za co jest odpowiedzialny. Każdy z nas ma swoje jasno określone zadanie do wykonania. Ruszam pierwszy zostawiając miejsce innym na zajęcie swoich miejsc, aby uniknąć chaosu każdy członek Klubu wie gdzie jego miejsce w kolumnie, według tylko nam znanego klucza , inni motocykliści formują kolumnę kopiując nasze ustawienie, silniki śpiewają swoją melodię… zawsze czuję niesamowite uniesienie kiedy mam zaszczyt prowadzić paradę. Zapach spalin, poczucie jedności i ten dreszcz emocji zaciskający gardło.. tego doświadcza każdy motocyklista, który, kiedykolwiek uczestniczył w takim wspólnym przejeździe.

Ruszamy, powoli, majestatycznie … dwóch Braci klubowych ma zabezpieczać przejazd przez skrzyżowania. Fantastycznie się z tego wywiązują… kolumna jedzie w dwóch rzędach, …co za widok. Dojeżdżamy do kościoła. Cały plac przez Domem Bożym wypełniony motocyklami. Pogoda dopisuje. Witam się z Burmistrzem i innymi znajomymi. Mszę prowadzi zaprzyjaźniony ksiądz, bardzo zacny człowiek. Wewnątrz kościoła skupienie, modlitwa. Na zewnątrz słychać kolejne dojeżdżające motocykle. Jeszcze poświęcenie motocykli i pierwsza część imprezy za nami. Proszę Burmistrza, aby razem ze mną prowadził na czele paradę przez miasto. Ponad setka motocykli wylewa się jak lawa na jezdnię, dudnienie silników, klaksony, ktoś pali gumę. Miastem teraz rządzą motocykliści. Długi szpaler jak wąż pełznie mijanymi ulicami Szczecinka. Machający przypadkowi widzowie naszego święta, przyjaźnie do nas się uśmiechają, kiwają robią zdjęcia. Jest dobrze… na tylnym siedzeniu jedzie ze mną żona, zawsze mnie wspiera w tak ważnych dla mnie chwilach. Kocham ją i podziwiam za cierpliwość i wsparcie. Dojeżdżamy na Świątki(dla mnie zawsze się tak będzie nazywała ta dzielnica Szczecinka). Wszystko zgodnie z planem, pogoda OK., nikomu nic się nie stało. Kierowcy cierpliwie kierowani przez nas parkują motocykle w wyznaczonym miejscu. Zaczyna się po raz pierwszy w Szczecinku wybór Najciekawszego motocykla. Kierowca tego stwora otrzyma ufundowany przez Pana J.Hardie-Duglas-a wyjątkowy puchar. Komisja składająca się z osób z poza Klubu wybiera motocykle, które ich zdaniem są najciekawsze, najwięcej pracy i kreatywności włożyli w nie ich właściciele. Honorowo przewodniczy Burmistrz. Jest… wybrany …oklaski …wręczenie pucharu. Z potrzeby serca przekazuję Panu Burmistrzowi pisemne podziękowanie, za wiarę w nas i nieocenione wsparcie. Żegnam naszego przyjaciela motocyklistę Burmistrza..Nie może dłużej zostać z nami, obowiązki. Odwiedza nas również Adam Wyszomirski ( nie tytułuję go Pan, bo zwracamy się do siebie po imieniu) człowiek, który, wsparł finansowo nasz klub, za co bardzo mu jestem wdzięczny. Za ten gest odwdzięczam mu się wręczeniem podziękowania. Oprowadzam go po naszym Klubie. Jest zaskoczony pracą, jaką wykonaliśmy, aby to miejsce było zadbane i piękne. Dookoła gwarno, powalili odjeżdżają kolejni motocykliści, ci, którzy pozostają zasiadają razem z nami do świętowania tego wyjątkowego dnia. Motocykle jak pod linkę zaparkowane w dawnej stajni robią kolosalne wrażenie. Dziejowa zamiana koni z krwi i kości na konie mechaniczne. Powoli zbliża się wieczór… opadają nerwy, emocje. Dziękuję Braciom za fantastyczną imprezę, tyle pracy i serca w nią włożyli. Siedzę z boku popijając zimne piwo, przysłuchuję się rozmowom. Gra muzyka…. Piękne to nasze miejsce na ziemi.

Pozdrawiam i mam nadzieję że, lektura tego kawałka jest równie ciekawa jak poprzednich.