Polityczne dorzucanie do pieca

  • Blogi
  • Felietony
Jakub Hardie-Douglas / 07.03.2014 / Komentarze
Jesteśmy kilka dni po cyklicznej konferencji organizowanej pod szyldem Ruchu Obywatelskiego Razem dla Szczecinka. Przypomnę tylko tym, którzy może jeszcze nie wiedzą, iż jest to wspaniała inicjatywa zrzeszająca barwne postaci naszej lokalnej sceny politycznej

Jesteśmy kilka dni po cyklicznej konferencji organizowanej pod szyldem Ruchu Obywatelskiego Razem dla Szczecinka. Przypomnę tylko tym, którzy może jeszcze nie wiedzą, iż jest to wspaniała inicjatywa zrzeszająca barwne postaci naszej lokalnej sceny politycznej, od prawa do lewa: PIS, SIS TERRA, Starszy Pan z SLD oraz NOWA PRAWICA. Dla nie zorientowanych - Ci ostatni są od pewnego radykała z muszką, a w dobrym tonie jest tam również nosić brodę!

Ciekawy osobowy misz masz- konglomerat, który posiada silne ideologiczne podstawy i wspólną polityczną doktrynę. Doktryna ta głównie polega na szukaniu haków na Burmistrza i ludzi z jego bliskiego politycznego otoczenia. Środowisko bezwzględnie zorientowane na „wynik”, trudno podejrzewać, że gdziekolwiek indziej w tym Kraju uświadczymy równie kosmiczną partyzantkę. W zasadzie, posiadając tak wyraźnie wytyczony cel, jakakolwiek partyjna przynależność traci na znaczeniu.

Ale Ad Rem.

Żar się musi palić, kampania już chyba dawno wystartowała, więc średnio raz na miesiąc polityczni pretendenci, mistrzowie suspensu zrzeszeni wokół swoich Naczelnych Dowódców- niestrudzonych eko-bojowników muszą uderzyć w Burmistrza. Tym razem bezpośrednio.

PRowy blitzkrieg, jakiego nie powstydziłby się sam arcykapłan Polskiej socjotechniki politycznej- Pan Piotr Tymochowicz.

Taktyka: sprawdzona, czyli insynuacja, pomówienia, zasianie podejrzeń, składanie donosów. W odwodzie zostaje jeszcze obstrukcja instytucjonalna pracy Ratusza oraz regularne próby odwoływania miejskich radnych z klubu PO. Gama środków wyszukana, arsenał mocno rozbudowany a w rękawie zawsze czai się jakiś Joker…

Szczecineccy „mentaliści”, będący niekwestionowanymi mistrzami „Mind Games” lokalnego podwórka, stosują swoją ulubioną strategię.

Strategia ta sprowadza się do „zasiania w umysłach” mieszkańców poczucia straszliwych nadużyć władzy, nieprawidłowości i patologii, która zżera zdrową tkankę społeczną. Tym razem, rzekome zasypanie przez Burmistrza fragmentu jeziora na potrzeby rozbudowy funkcji rekreacyjnych własnej działki.

Komputery, mapy, sterta dokumentacji i Pan geodeta-polityk próbujący oczarować ludzi stanem nabytej wiedzy. Wszystko to wygląda jak kolejna odsłona mało śmiesznego, ponurego kabaretu.

Płynące ze sceny przesłanie jest proste: oto Burmistrz znowu coś kombinuje, dzięki przekrętom żyje jak Ukraiński Oligarcha! Szkoda, że nie mogą wejść do domu, zobaczyliby te złote sedesy i żyrandole wysadzane kryształkami Svarovskiego, nie wspominając innych luksusów, o których przeciętny Kowalski może tylko pomarzyć, ha!

Nietrzeba być technologiem z NASA żeby dojść do wniosku, że ostatni happening naszych speców od marketingu politycznego to nic innego jak próba odwrócenia uwagi od zamieszania wokół Pani Pawłowicz, na wizerunku, której powstała sporej rozmiarów rysa.

Wszystkie te działania to w gruncie rzeczy nic nowego. Wpisują się w sprawdzoną taktykę ponurego posła z Kołobrzegu, który niczym obwoźny trubadur- przedstawia swój smutny monodram wszędzie tam gdzie może coś ugrać i politycznie zarobić.

W obu przypadkach audytorium raczone jest smutną konstatacją, że pewności, co do zaistnienia omawianych faktów nie ma, ale występują uzasadnione podejrzenia, więc należy informować, a najlepiej w świetle reflektorów i kamer- Tak się robi politykę…. Jazda…

Zarzuty wobec mojego Ojca są kuriozalne, tak jak wszystkie poprzednie wymyślone przez ludzi, których celem samym w sobie pozostaje budowanie własnego kapitału politycznego na ciągłej konfrontacji z Ratuszem i ludźmi z podległych Instytucji. No cóż, taka pozostaje ich wykładania „robienia polityki”.

W zasadzie to już nie ważne, co byle w tle #Ratusz; #Douglas, #Burmistrz, #od bidy ktoś skoligacony: syn, była żona. Junior się nie łapie- za granicą siedzi i niegroźny. Chociaż idąc tropem obrzydliwej logiki lokalnych „performerów”, studiuje za granicą, znaczy się, że drogo i na pewno za publiczne pieniądze LoL.

Pozostaje jeszcze wnuczka, ale chyba odpada. Za młoda ( 2,5 letnie stworzenie) i politycznie jeszcze „nieukształtowana”, ale spokojnie, przyjdzie i na nią czas…

Z dużą dozą prawdopodobieństwa można przypuszczać, że najbliższe gorące przedwyborcze miesiące przyniosą kolejne konferencje, donosy jak również próby „dobrania się” do kogoś z rodzinnego klanu.

Może obędzie się bez kolportażu plotek o ciężkiej chorobie Burmistrza i jego ekskluzywnym leczeniu się w Szwajcarii (zapewne za publiczną kasę), ale już na pewno możemy liczyć na kolejną próbę wykazania związków pomiędzy Ratuszem a znaną lokalną gastronomią.

O skali absurdu chorej krucjaty „ekologów” i świadczy również najświeższy przykład z ostatniego posiedzenia rady miasta. Grupa opozycyjnych posłów podniosła zapytanie o skali pomocy de minimis (pomocy publicznej), jaką Urząd Miasta udzielił w minionym roku 2 osobom prowadzących działalność gospodarczą.

Zapytanie o dziwo, dotyczyło zupełnie przypadkowych osób: Pani Małgorzaty Hardie- Douglas i Pana Jakuba Hardie- Douglas. W tym miejscu należy przypomnieć, iż pomoc de minimis to rodzaj preferencji podatkowej- ulgi w podatku od nieruchomości dla osób, których działalność gospodarcza dotyczy sfery związanej z turystyką w mieście. Ulgą tą objęte są dziesiątki osób, których działalność dotyczy obszarów uznanych przez Miasto za kluczowe i uznanych za takie, które wymagają systemowego wsparcia.

Można się zapewne spierać czy sama zasada wspierana wybranych grup przedsiębiorców jest słuszna, ale jest to suwerenna decyzja Rady Miasta i materializacja swoistej filozofii, jaką Miasto i jego włodarze konsekwentnie realizują- stawiania na turystykę.

Podnosząc jednak pytanie dotyczące pomocy de minimis wobec dwóch nieprzypadkowych osób, część radnych opozycyjnych zaanektowanych przez wpływowych naczelnych ekologów Szczecinka zdradza swoje oczywiste intencje polegające na chęci zdekonspirowania kolejnego grubego przekrętu z udziałem Burmistrza.

Na marginesie, podejrzewam, że w opinii części szlachetnych opozycyjnych rajców, jedynym etycznym i sprawiedliwym rozwiązaniem było by zamknięcie przez Panią Małgorzatę i Pana Jakuba swoich biznesów albo całkowitym zniesieniu pomocy, ponieważ zachodzi prawdopodobieństwo, iż mógłby nią być również objęty ktoś z bliskich członków rodziny Burmistrza. (SIC)

Wszystko to żenujące i świadczące u moralnym upadku politycznych „adwersarzy”.

Osobiście śmiem twierdzić, iż zachowania tego typu to nic innego jak próba kompensacji własnych deficytów, frustracji, niepowodzeń i niezaspokojonych osobistych aspiracji, również tych politycznych, chociaż Freud doszukałby się jeszcze głębszych konotacji (…atawistycznych)

Symptomatyczną cechą środowiska naszych nadwornych propagandystów poza systematycznym pluciem żółcią jest to, iż skupia ludzi, których jeszcze kilka lat temu trudno było podejrzewać o to, że staną się tak gorliwymi eko-aktywistami.

Nie dziwi jednak ich nagła transformacja, wszak poczuli, że mogą wypłynąć w drugim obozie. W opozycji zawsze łatwiej zaistnieć. Tej światopoglądowej wolcie sprzyjają zapewne również nie zaspokojone aspiracje oraz poczucie politycznego odtrącenia, co poniektórych osobistości.

Wszystko to świadczy o skrajnej hipokryzji i o motywacjach osobistych, świadczy o partykularyzmie osób zaangażowanych w ciągłe atakowanie ludzi, którzy abstarchując od osobistych sympatii lub antypatii, obiektywnie pchnęli to miasto na ścieżkę zrównoważonego rozwoju w czasach ogólnej gospodarczej stagnacji i dekoniunktury. Ludzi mających na miasto swój autorski plan i konsekwentnie swój plan realizujących. A przed nami, miejmy nadzieję, już wkrótce bezprecedensowe wydarzenia i inwestycje.

Najsmutniejszy jest jednak fakt, iż zachowania politycznych uzurpatorów wymuszają potrzebę ciągłej riposty.

Trzeba grac w tą grę i marnować czas na bezproduktywną konfrontację i przepychankę w sprawach jałowych, fikcyjnych i sfabrykowanych na potrzeby doraźnej „walki o władzę”.

Trybuni ludowi zaciekle walczą i walczą coraz ostrzej. Tylko, o co oni naprawdę walczą? Jasnym się stało, że nie walczą dla Szczecinka ani o dobro mieszkańców.

Prowadzą krucjatę przeciwko establishmentowi władzy, bo to jedyny pomysł jaki na siebie mają i najprostszy sposób, aby ukryć swoją ignorancję w sprawach dotyczących realnych kompetencji potrzebnych do sterowania złożonym organizmem jakim jest miejski samorząd.

Wszystkie dotychczasowe działania naszych bohaterów to działania uderzające w elementarną lokalną rację stanu, gdyż są strategicznie wymierzone w torpedowanie działań władz samorządowych. Brak jakiegokolwiek programu politycznego, sensownej długoterminowej strategii rozwoju miasta i odpowiedzialności za słowa. Bo można powiedzieć wszystko byle dobrze podkręcić i zagrać „emocją”- ciemny lud to na pewno kupi. Ich postulaty są skrajne. A skrajność i wszelka ekstrema są groźne.

Zbliża się sezon turystyczny. Jak wiemy jest to czas kiedy Szczecinek rozkwita, walczy o turystę i próbuje akcentować swoją obecność na turystycznej mapie Polski. Przygotowania do sezonu to długo wyczekiwany i planowany moment w roku. Budowanie odpowiedniej oferty turystycznej, wypełnienie 3 miesięcznej letniej agendy ambitnymi wydarzeniami i odpowiednia oprawa marketingowa to nie małe pieniądze i jeszcze większy wysiłek dziesiątek osób.

Ten sam sezon turystyczny, wpisuje się niestety kalendarium aktywności Stowarzyszenia Terra. Aktywności, uderzającej we wszystkich mieszkańców Szczecinka. Polityka wkładania kija w szprychy, która jako nadrzędny cel stanowi szkodzenie włodarzom miasta, nawet, jeśli miałoby to się odbywać kosztem samego Miasta. Śmiem podejrzewać, że i w tym roku będzie podobnie. Regularne puszczanie w eter i obieg medialny informacji o tragicznych parametrach powietrza, zagrażających zdrowiu sinicach w jeziorze, rzekomej podwyższonej zachorowalności na raka czy innej katastrofie ekologicznej, która nawiedzi latem Nasze Miasto. Machina szkodzenia polegająca na rozsyłaniu do wszystkich możliwych mediów w Polsce czerwonego alertu na temat tragicznej kondycji środowiska nad Trzesieckiem to bardzo wymierne straty wizerunkowe, ale i finansowe dla Miasta- czyli dla nas wszystkich.

Niestety przeciąganie liny trwa i będzie trwało w najlepsze. Efekty tej „ekologicznej kampanii reklamowej” miasta są odczuwalne. Należy się poważnie zastanowić czy nie istnieje bezpośrednia korelacja pomiędzy czarnym PR’em ekologów a kondycją lokalnej gospodarki.

Jako praktyk do niedawna zaangażowany w lokalną branżę fast food mam podstawy przypuszczać, iż poza pogodą, czarny PR miasta to jeden z elementów determinujących sezonowe „to be or not to be” lokalnej gastronomii. W podobnej sytuacji pozostałe branże żyjące z turystyki.

Skutecznie realizowany czarny PR może skutkować spadkiem ilości turystów a w konsekwencji, spadkiem przychodów: hotelarzy, właścicieli pubów czy osób świadczących zróżnicowane usługi adresowane potencjalnemu turyście.

Cyniczna aktywność ludzi nazywających się ekologami to również tragiczny klimat dla potencjalnych dużych inwestorów, którzy badając otoczenie około biznesowe w Szczecinku od razu napotykają problemem grupy ekologów, którzy oprotestują wszystko w imię walki z Ratuszem. Mechanizm jest prosty, szkody oczywiste a odpowiedzialność niestety żadna.

Warto by się zastanowić czy można dalej społecznie aprobować taką aktywność. Może czas zacząć o tym głośno mówić?

Mam głęboką nadzieję, choć zapewne płonną, iż w najbliższym czasie będzie można ograniczyć publiczną naparzankę ze środowiskiem opętanym nihilistyczną misją zniszczenia.

Liczę również na to, iż środowisko felietonistów i blogerów Miasta z Wizją będzie mogła się poświecić działalności, o której wspominaliśmy przy okazji inauguracji portalu. Dużo zdrowej merytorycznej polemiki, wymiany zdań, przedstawiania i ankietowania różnych pomysłów, planów i koncepcji.

Życzyłbym sobie, ale i wszystkim osobom, którym los miasta nie jest obojętny abyśmy mogli w sposób konstruktywny i obiektywny dyskutować na wszystkie tematy, również te trudne.

Drodzy polityczni oponenci, ochłońcie, wylejcie na głowę kubeł zimnej wody i nie idźcie tą drogą…