Trójpodział władzy? Dajcie spokój

  • Blogi
  • Felietony
Wojciech Litorowicz / 20.07.2017 / Komentarze
Felieton mecenasa Wojciecha Litorowicza

Projektowane zmiany w sądownictwie w wielu aspektach godzą w zasadę trójpodziału władzy. Czy kogoś to jednak obchodzi? Przecież sądy działają źle a sędziowie to złodzieje. Trzeba się za nich zabrać.

Nie neguję konieczności zmian: uproszczenia procedur, zwiększenia tempa rozpoznawania spraw, jeszcze większej informatyzacji sądów, zmiany modelu postępowań dyscyplinarnych. Uzasadnieniem dla reform nie powinny być jednak argumenty personalne wobec sędziów czy ich środowiska.

Zajmuję głos w dyskusji, ponieważ przez kilka lat odbywałem aplikację sędziowską mając codziennie do czynienia z sędziami różnych wydziałów i hierarchicznie różnych sądów – od Szczecinka, przez Koszalin po Warszawę. Następnie orzekałem w sądach w Białogardzie i Warszawie. Po zmianie zawodu, przez 10 lat prowadziłem praktykę adwokacką. Pozwala mi to na spojrzenie od środka na „uprzywilejowaną kastę”. Doskonałej recepty na reformę sądów nie znam, co nie zmienia faktu, że tej zaaplikowanej przez Pana Ministra bym nie zrealizował. Generalnie skupił się on bowiem na walce z sędziami a nie z przepisami, które sędziowie muszą stosować. Na walce przede wszystkim z Sądem Najwyższym.

Warto chyba podać kilka rozwiązań dotyczących nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym, które rzeczywiście budzą merytoryczne wątpliwości (oczywiście z zastrzeżeniem, iż w toku prac sejmowych wprowadzane będą do nich poprawki).

1. Przejście w stan spoczynku aktualnie powołanych sędziów Sadu Najwyższego z wyjątkiem sędziów wskazanych przez Ministra Sprawiedliwości – umożliwia to w istocie obsadzenie tych stanowisk na nowo przez władzę wykonawczą. Po co trójpodział władzy? Gdzie zagwarantowana w konstytucji zasada nieusuwalności sędziów z urzędu?

2. Możliwość wznowienia prawomocnie zakończonych postępowań dyscyplinarnych na wniosek Ministra Sprawiedliwości, gdy ujawniono nowe fakty lub dowody oraz gdy przemawia za tym dobro wymiaru sprawiedliwości. Klasyka „prawie dobrej” legislacji. Za dobrym rozwiązaniem (wznowienie przy nowych faktach i dowodach) idzie złe (wznowienie także dla dobra wymiaru sprawiedliwości interpretowanego przez Ministra),

3. Dopuszczalne wszczęcie postępowania dyscyplinarnego w przypadku wytknięcia przez Sąd Najwyższy uchybienia sądu powszechnego. Tutaj wątpliwe jest stawianie zarzutów dyscyplinarnych sędziemu za „złe orzekanie” (podstawą odpowiedzialności dyscyplinarnej jest, bowiem uchybienie godności urzędu oraz przewinienia służbowe). Nie oznacza to jednak, że sędzia nie powinien ponieść innych konsekwencji związanych z jednoznacznie wadliwym orzekaniem i stosowaniem procedury,

4. Z kwestii szczegółowych - obowiązek uzyskania zgody Ministra Sprawiedliwości na ubieganie się na stanowisko Sędziego Sądu Najwyższego po ukończeniu 65 roku życia czy nowy wewnętrzny ustrój Sądu Najwyższego poprzez podzielenie go tylko na 3 izby - Izbę Prawa Publicznego, Izbę Prawa Prywatnego oraz Izbę Dyscyplinarną. Podstawowa wiedza prawna nie pozwala - tak jak w projekcie - zakwalifikować np. spraw karnych do Izby Prawa Prywatnego. Ważniejszym jest jednak to, że nowy podział spowoduje przedłużenie a nie skrócenie postępowań w dotychczasowych sprawach.

Można podsumować, że proponowana reforma spowoduje uzyskanie przez Ministra Sprawiedliwości realnego wpływu na skład Sądu Najwyższego oraz sposób jego funkcjonowania a jednocześnie zwolni tempo rozpoznawania spraw. Pomijam fakt, że któryś już raz poprzez zawrotne tempo procedowania nad zmianami w ustawie, złamane zostały zasady przyzwoitej legislacji. Na marginesie, nawet Prezydent zgłaszał do nowelizacji poprawki, które wzmacniają jego kompetencje „kosztem wzbudzających kontrowersje kompetencji Ministra Sprawiedliwości” (jak przekazał jego rzecznik).

Przez spory już okres od wyborów skupiono się na demagogicznej walce z wymiarem sprawiedliwości, głosząc, że jest on tylko częściowo demokratyczny a po części wywodzi się z komunizmu i jest „gigantycznym skandalem” (Prezes). Przewrotnym argumentem (jakże celnym dla krytykantów) niech będzie jeszcze ten, że przecież statystycznie połowa z nas przegrywa sprawy w sądzie (wyjąwszy sprawy karne gdzie jest jeszcze gorzej). Jak w tej sytuacji budować zaufanie do sądów - zamiast wyjść naprzeciw ich realnym bolączkom lepiej już straszyć komunizmem.

Może jednak warto spojrzeć na problemy w sądach – chodzi głownie o szybkość postępowań oraz wielokrotne ich powtarzanie. Temat jest bardzo szeroki, ograniczę się do zaakcentowania kilku przemyśleń.

Otóż w powszechnym przekonaniu sprawy w sądach „ciągną się latami” i to kilka razy od początku. Należałoby rozważyć jeszcze większe ograniczenie wydawania przez sądy odwoławcze tzw. orzeczeń kasatoryjnych, tzn. uchylających wyroki sądów niższych instancji. Następuje, bowiem wówczas przekazanie sprawy sądowi niższego rzędu do ponownego rozpoznania. Innymi słowy sąd odwoławczy wydawałby częściej orzeczenia merytoryczne (tzw. reformatoryjne), w których końcowo rozstrzygałby sprawę. Oczywiście sąd ten musiałby wtedy dokonywać własnych ustaleń i oceniać na nowo dowody, ale taka już rola sądu (także odwoławczego). Drugie dość proste rozwiązanie wiąże się z bieżącym nadzorem nad orzekaniem, które w niektórych sądach (jak pamiętam) funkcjonowało. Polegało na sprawdzeniu ilości (proporcji) spraw odroczonych przez sędziego w ramach wokandy z jednego dnia. Do dyskusji kwestia czy ma to być maksymalnie połowa z nich (czy inna wartość), ważne, iż stanowi to pewien instrument weryfikacji, czy nie występuje tendencja do odraczania spraw z błahych powodów. Przemyśleć należałoby także wprowadzenie np. systemu zastępstw sędziów, którzy są przez dłuższy czas nieobecni (choćby zwolnienia lekarskie) lub nawet zastępstw doraźnych przez innego sędziego. Jest to przecież jedna z przyczyn przewlekłości postępowań.

Reasumując, istnieje wiele pomysłów na usprawnienie pracy wymiaru sprawiedliwości, które nie noszą politycznego zabarwienia. Niejednokrotnie poprzez patrzenie sędziom „na ręce", ale bez zakładania złej woli środowiska sędziowskiego i traktowania systemu sądownictwa jako „jednej wielkiej zgnilizny”. Nie mówiąc już o dość istotnym szczególe - każda reforma raczej powinna szanować Konstytucję.

Wojciech Litorowicz

Foto: Sławomir Włodarczyk