Widziane reporterskim okiem

  • Felietony
  • Blogi
Adam Kasprzyk / 16.02.2014 / Komentarze
Na moim reporterskim szlaku, odwiedzam miasta, miasteczka, gminy i bardzo często zadawane jest mi pytanie.

Widziane reporterskim okiem...

Na moim reporterskim szlaku, odwiedzam miasta, miasteczka, gminy i bardzo często zadawane jest mi pytanie. Panie Adamie co mamy zrobić żeby o naszym mieście było głośno? Jak promować naszą ziemie by odwiedzali nas turyści. Pytanie  jakże skomplikowane i odpowiedź na nie, wcale nie taka prosta. A jednak spróbujmy. W jednym z miast niegdyś wojewódzkim z dumą chwalono się że przed wojną mówiono że owo miasto nazywano małym Paryżem i świetnie byłoby wrócić do tamtych czasów. Tak wspomniane miasto nazywali pruscy żołnierze i gdy zainspirowany ta opowieścią sięgnąłem do źródeł okazało się że owszem tak nazywano to miasto  i rzeczywiście mówili o nim tak żołnierze ale niestety nie ze względu na układ ulic, architekturę czy zapach pysznej kawy podawanej w kafejkach.  Gród ów zyskał takie miano ze względu na jakość i wielość przybytków płatnej miłości. Powód do dumy hm… wątpliwe. Gdy gruchnęła wieść że w naszym kraju organizowane będzie Euro najważniejsza impreza sportowa na starym kontynencie. Na karuzeli szczęścia w pędzie mieniącego się złota, które przywieźć  mieli turyści, włodarze wielu miast zaciskali kciuki, żeby właśnie u nas rozegrano jakiś mecz i gdy wytypowano miasta szanse na promocje dostały tylko te największe, najprężniejsze - kosztem budowy stadionów za setki milinów rozpoczęło się szaleństwo z piłką i flagami wielu krajów w tle. Na tej imprezie sportowej zyskać mieli wszyscy nie tylko ci wielcy, ale też ci mniejsi. Pamiętam konferencje  prasową w Słupsku oddalonym od Gdańska 160 km z duma mówiono wówczas dziennikarzom, że to właśnie w Słupsku jest największa kolekcja prac Witkacego i to kolekcja ta właśnie przyciągnie kibiców do odwiedzenia Słupska nad Słupią. O jej… jęknąłem w duszy... To chyba niemożliwe i gdyby spojrzeć na statystyki i będąc bogatszym już o fakty z przykrością stwierdzam, że była to  marketingowa porażka.  Turystów z Hiszpanii, Anglii, Włoch, Irlandii, Chorwacji ze świeczką  można było szukać w Słupsku, nie pomogły nawet specjalne witacze Witkacego ustawione na rogatkach miasta. Jak więc osiągnąć sukces?  Może odpowiedzmy  posługując się przykładem. I niech to  będzie część felietonu poświęcona mojemu miastu Szczecinkowi. Gdy wyjeżdżałem ze Szczecinka w daleką życiową podróż zapamiętałem jedną restaurację, hitem był nowo wybudowany hotel, obok ratusza było rondo, a na deptaku można było kupić magnetofon 2 kasetowy przywieziony z Berlina. I wreszcie jezioro, fakt było miejscem spacerów, a najważniejszą jego atrakcja kolorowy domek dla kaczek.  Czy w tych czasach  gdy Świat się stał mały a turysta zanim przyjedzie wiele już wie o miejscu, które chce odwiedzić, a nawet wirtualnie za pomocą sieci widzi więc czy wystarczyło by to by do Szczecinka przyciągnąć turystów. Odpowiedz jest oczywista poza sentymentalnymi odwiedzinami turystów z Niemiec szans na turystyczny boom nie ma. Ale w Szczecinku powstał dosyć niezły mix ludzi z pasją pomysłami, a przede wszystkim na tyle zdeterminowanych by pokusić się o sukces.  Gdy ma się naturalny skarb jezioro w centrum miasta to oczywiste jest, że należy to wykorzystać i autentycznie się je ma. Jako mieszkaniec Gdańska często słyszę o jej mieszkasz nad morzem w Gdańsku ale fajnie, ale świetnie. Tylko niech Gdańszczanie z ręką na sercu mieszkający w tych nie nadmorskich dzielnicach powiedzą ile razy nad morzem byli i niech opowiedzą jak wygląda taka wyprawa na plażę... to zawsze pakowanie się do samochodu, szukanie miejsca parkingowego, a później wędrówka do wody. Więc w porównaniu do lokalizacji jeziora w Szczecinku autentycznie to jezioro się ma na wyciagnięcie ręki. Widziane oczyma turysty z każdego hotelu jest blisko z punktu widzenia mieszkańca na rowerze na pieszo też dosłownie rzut przysłowiowym beretem. Wiec nic tylko korzystać. I tu kolejny strzał w dziesiątkę, nad jeziorem w Szczecinku nie ma mowy o nudzie. Bo każdy znajdzie tu cos dla siebie. Statek, który pływa po jeziorze, kajaki, rowerki, nowe pomosty, strzeżone plaże i cudowna magiczna niezwykle klimatyczna Mysia Wyspa i wreszcie wyciąg do nart wodnych to właśnie wyciąg ten, nie tylko narciarzy i deskarzy ciągnie, ale ciągnąć może cała turystykę na chwałę miasta. To tu przyjeżdża się by popływać, wielu moich znajomych po pierwszej wizycie w Szczecinku mówi dzięki... dzięki że mi powiedziałeś o tym mieście. A gdy turyści popływają chcą jeść więc szukają knajpek, gdy jest im tu dobrze chcą zostać dłużej, więc szukają miejsc hotelowych i kwater, wieczorem czas na zabawę więc to szansa dla właścicieli klubów. Przed miastem ogromna szansa i jestem pewien że Szczecinek ją wykorzysta dzięki ludziom, którym się chce i którzy wiedzą jak  to zrobić. Bo nie wystarczy tylko poczta pantoflowa trzeba mieć zmysł i intuicje, a przede wszystkim wizje. Z dumą tego lata obserwowałem Mistrzostwa Europy w Narciarstwie Wodnym, z dumą na parkingu obserwuje tablice rejestracyjne z innych województw i przede wszystkim z dumą patrzę w stronę jeziora bo stało się integralną, bardzo atrakcyjną częścią mojego miasta. Nie trzeba więc szukać porównań do wielkiego Paryża, promocji opierać na jakiejś niszy - niech ona będzie dodatkiem, a nie filarem atrakcyjności miasta. By wypromować miasto trzeba mieć pomysł determinacje i umiejętność wykorzystania czegoś co dała nam natura. Oczywiście że będą malkontenci już słyszę głosy że za wolno, za drogo, że nikomu to nie potrzebne. Więc i dla tych mam radę zróbmy pocztówki  ze Szczecinka z jeziorem i domkiem dla kaczek w tle i spróbujmy sprzedać je w miejscowych kioskach. Szkoda tylko że już nikt kartek pocztowych nie wysyła.