Zaczarowany Świat Listów. Niezwykłe kolekcje Mieszkańców Szczecinka

  • Blogi
Janusz Rautszko / 27.05.2014 / Komentarze
Niemal każdy z nas będąc dzieckiem coś zbierał. U wielu pasje te, kontynuowane przez lata, doprowadziły do powstania wspaniałych, niejednokrotnie unikatowych kolekcji. Jedną z nich jest zbiór mieszkańca Osiedla Zachód ? Władysława Fijałkowskiego!

Niemal każdy z nas będąc dzieckiem coś zbierał. U wielu pasje te, kontynuowane przez lata, doprowadziły do powstania wspaniałych, niejednokrotnie unikatowych kolekcji. Jedną z nich jest zbiór mieszkańca Osiedla Zachód – Władysława Fijałkowskiego!

Mieści się dziś w kilku starannie oprawionych teczkach, z których każda przypomina ogromną, tajemniczą księgę, kryjącą w sobie w istocie wiele tajemnic.

W teczkach tych znajduje się ponad 300 listów, na których widnieje ponad 800 stempli pocztowych. Takim zbiorem może się w Polsce poszczycić zaledwie kilkanaście osób!

Zainteresowanie walorami filatelistycznymi Władek odziedziczył po ojcu, który z pasją zbierał znaczki pocztowe z całego świata. Po jego śmierci, będąc jeszcze w szkole podstawowej, zaczął dokładniej przeglądać klasery ojca i przyglądać się znajdującym się w nich znaczkom. Dużo czytał i wkrótce o znaczkach pocztowych wiedział więcej niż ktokolwiek z jego rówieśników. Kolekcja ojca rosła z miesiąca na miesiąc. Przybywało coraz więcej znaczków z coraz wcześniejszą datą emisji. Wreszcie udało się zdobyć te najstarsze.

Z wydanych w Anglii w 1840 roku w trzech kolorach: czarnym, czerwonym i niebieskim - pierwszych znaczków, Władkowi udaje się zdobyć dwa: czerwoną i czarną „Królową Wiktorię”. I właśnie wtedy pojawiło się pytanie o to, co było przed znaczkami, skoro wiadomym było, że pisano listy, że działała poczta, dzięki której docierały one od nadawcy do adresata?

Odpowiedzi na to i inne pytania dostarczały książki, które Władek połykał jedną po drugiej. To właśnie z nich dowiedział się, że pierwowzoru wyrazu „poczta” należy szukać w XIII-wiecznej Francji, gdzie kurierów przewożących korespondencję nazywano po prostu „postes” lub we Włoszech, gdzie „posta” oznaczało miejsce postoju dosiadanych przez kurierów koni.

To książki mówiły, że w tzw. Okresie przedznaczkowym rolę znaczków pełniły różnego rodzaju stemple pocztowe, że nie było kopert, które pojawiły się w Anglii dopiero w roku 1830 i że w związku z tym listy zamykane były przez różnego rodzaju pieczęcie.

Przypadek zrządził, choć przypadkowi zawsze trzeba pomóc, że Władek wszedł w posiadanie kilkudziesięciu XIX-wiecznych listów wysyłanych przez różne osoby z Koszalina do Szczecinka i okolicznych miejscowości. To był początek nowej, wspaniałej kolekcji. Aby ją powiększyć Władek jeździł niemal na wszystkie znane i mniej znane jarmarki. Po każdym z nich przybywało kilka lub kilkanaście listów. Dziś uzbierało się ich kilkaset! Najstarszy został napisany w roku 1696.

Najmniejszy, napisany w roku 1844, po złożeniu ma wymiary 4,0 x 4,5 cm - tak, że ledwie zmieściła się na nim urzędowa pieczęć zamykająca list. Największy, z roku 1884, ma kopertę o imponujących wymiarach 14 x 35 cm. Pisane były na terenach Polski, znajdujących się pod każdym z trzech zaborów. Pisane przez różnych ludzi w sprawach prywatnych i urzędowych. Jedne mówiły o czekającym spadku, z innych adresat dowiadywał się o śmierci kogoś bliskiego, w jeszcze innych urzędnicy informowali swoich klientów o załatwionych bądź nie załatwionych sprawach.

Okazuje się, że aby list dotarł do adresata nie zawsze konieczny był kod pocztowy. Wystarczył na przykład taki adres, jak ten z listu z końca XVII wieku: „Memu wielce miłościwemu Panu i w sercu Kochanemu Synowi Jegomości Panu Tomaszowi Grodzickiemu wielce wielmożnemu Panu oddać w Rożnowie”.

Zdarzało się jednak, że list z jakichś względów nie zastawszy adresata wracał z powrotem do nadawcy. Swoistym rekordzistą jest pewien list wysłany w Filehne w Niemczech do Nowego Jorku w maju 1909 roku, który po dwóch miesiącach i przebyciu 15 000 kilometrów wrócił do Niemiec. Bywało też, że to samo pismo wysyłane było dwu- lub trzykrotnie i to do różnych miejscowości. Pisano wówczas różne treści na jednej części arkusza papieru, przeznaczając pozostałe trzy na adresy. Z pewnością oszczędzano w ten sposób papier, który często sam w sobie był prawdziwym dziełem sztuki, sygnowanym przez piękne i wymyślne znaki wodne zwane filigranami.

Odrębną i trudną do skompletowania całość w kolekcji Władysława Fijałkowskiego stanowi zbiór 60 listów wysyłanych z Koszalina, z wszystkimi rodzajami XIX-wiecznych stempli nadawczych z Pierwszego Urzędu Pocztowego tego miasta.

W dobie poczty elektronicznej z dużą nostalgią patrzy się na pożółkły papier pisanych, niejednokrotnie przepięknym pismem listów, które choć minęły wieki wciąż żyją, opowiadając o życiu tych co je pisali i tych, do których były pisane.

PS. Dosłownie niedawno, 12 maja, otrzymałem od Bogusia Świerczyńskiego kartkę pocztową z Seszeli. Wysłana 1 marca 2014 roku, dotarła do Szczecinka po 73 dniach! Czy to też można uznać za rekord, skoro kartka ze Szczecinka do Nowego Jorku dociera w 5 dni? Chyba tak!?

{{info}}