Dobro dziecka? Ratusz ignoruje głos dzieci i rodziców? Likwidacja klasy w SP 7
- Aktualności

Dopiero później pojawia się oficjalny komunikat. Krótki, zdawkowy, pozbawiony konkretów, który rodzicie otrzymali za pomocą programu LIBRUS:
„Projekt dalszej edukacji”. W praktyce — rozbicie klasy.„W dniu 23 kwietnia 2026 r. rodzice otrzymali poprzez librusa poniżą wiadomość: ‘Dzień dobry. W imieniu własnym i dyrekcji szkoły zapraszam Państwa na spotkanie rodziców z wychowawcami klas 6 i dyrektorem szkoły. (…) Na zebraniu zostanie przedstawiony Państwu projekt dalszej edukacji dzieci z naszej klasy w klasie 7.’”
Rodzice nie mają wątpliwości, że wszystko zostało już wcześniej ustalone.
„Wiadomość do rodziców uczniów klasy VI c została przesłana po sporządzeniu arkusza organizacyjnego szkoły. W związku z tym, czy informowanie rodziców o spotkaniu po opracowaniu arkusza organizacyjnego wyczerpuje znamiona współpracy Dyrektora ze rodzicami? - piszą rodzice w liście do naszej redakcji.
To pytanie trafia w punkt. Bo jeśli decyzja zapadła wcześniej, to spotkanie nie jest żadnym dialogiem. To tylko formalność. Przekazanie informacji o czymś, co już zostało przesądzone. Jeszcze bardziej wymowne jest jedno zdanie z listu rodziców.
„Należy dodać, że rodzice o planach rozwiązania klasy dowiedzieli się od własnych dzieci.”
Tak dziś wygląda komunikacja w sprawach dotyczących przyszłości uczniów w Szczecinku. Oświata, za którą odpowiada Maciej Makselon, to jedna z najbardziej delikatnych materii, z jakimi ratuszowi przychodzi pracować. Zamiast dialogu i chęci rozmowy, jest za to ignorowanie potrzeb dzieci i rodziców.
Ze strony rodziców pojawiają się bardzo konkretne, niewygodne pytania, na które — jak dotąd — nikt nie odpowiedział:
„Należy dodać, że na chwilę obecną istnieją 4 oddziały klas 6, w tym klasa integracyjna i sportowa. W jaki sposób Dyrektor szkoły planuje rozmieszczenie uczniów klasy VI c? Pamiętajmy, że klasy integracyjne to klasy o szczególnym sposobie nauczania, a klasy sportowe ze względu na swoją specyfikę są kierowane do konkretnej grupy uczniów. Istnieje uzasadniona obawa, że rozwiązanie jednego oddziału uderzy we wszystkie klasy 7.
Zgodnie z art. 3 ust 1 Konwencji o prawach dziecka, we wszystkich działaniach dotyczących dzieci nadrzędnym celem jest ich najlepszy interes.”
Ten fragment obnaża sedno problemu. To nie jest tylko decyzja „organizacyjna”. To decyzja, która może rozlać się na całą szkołę, zaburzając funkcjonowanie wszystkich klas siódmych.Trudno uwierzyć, że to przypadek. Dwa lata temu Jerzy Hardie-Douglas otwarcie mówił o konieczności likwidacji jednej szkoły. Wtedy były to słowa. Dziś widać, jak te zapowiedzi zaczynają być realizowane — tylko nie wprost.
Nie zamyka się szkół od razu. To wywołałoby opór. Zamiast tego robi się to etapami. Najpierw oddziały. Później kolejne. Po cichu, bez szerokiej debaty, bez uprzedzenia mieszkańców. Rodzice zwracają uwagę na konsekwencje, które najwyraźniej nie mieszczą się w urzędniczych kalkulacjach.
„Rozwiązanie istniejącej klasy i rozdzielenie uczniów na etapie VII klasy będzie miało istotny wpływ na ich stan psychiczny. W tym wieku relacje rówieśnicze pełnią kluczową rolę w poczuciu bezpieczeństwa i tożsamości młodych ludzi.”
To nie jest emocjonalny apel. To elementarna wiedza o rozwoju dzieci. Tyle że w Szczecinku ważniejsze wydają się liczby w arkuszu organizacyjnym niż realne życie uczniów. Bo arkusz musi się zgadzać. Etaty muszą się zgadzać. Tylko dzieci — jak widać — można przesunąć.
Pozostają pytania, na które ratusz i dyrekcja szkoły będą musiały odpowiedzieć. Co stanie się z uczniami likwidowanej klasy. Do jakich oddziałów trafią. Czy klasy nie zostaną przepełnione. I czy ktokolwiek w ogóle przeanalizował skutki tej decyzji.
Na razie odpowiedzi brak.
Jest za to dobrze znany schemat działania. Najpierw decyzja. Potem cisza. Na końcu spotkanie, które ma stworzyć wrażenie, że ktoś jeszcze o coś pyta. Szczecinek już raz usłyszał, że szkół jest za dużo. Teraz zaczyna widzieć, jak ta polityka wygląda w praktyce. I wygląda dokładnie tak, jak obawiali się mieszkańcy.