Podwyżki, płatne KM i parkingi - utrata zaufania. Czy Szczecinek zmierza ku referendum?
- Aktualności

I właśnie dlatego coraz częściej pojawia się pytanie: czy podobny scenariusz mógłby kiedyś wydarzyć się w Szczecinku? W ostatnich miesiącach wokół burmistrza Jerzego Hardie-Douglasa narasta wyraźne niezadowolenie mieszkańców. Powody są konkretne i dotyczą codziennego życia.
Najpierw sprawa nieodpłatnej komunikacji miejskiej. Program wprowadzony przez poprzednie władze był przez wielu mieszkańców traktowany jako symbol nowoczesnego i przyjaznego miasta. W kampanii wyborczej obecny burmistrz deklarował, że bezpłatne przejazdy zostaną utrzymane. Po wyborach jednak decyzja została zmieniona. Dla wielu szczecinecczan nie chodziło nawet o same ceny biletów. Chodziło o coś znacznie poważniejszego — o wiarygodność i dotrzymywanie słowa danego wyborcom.
To jednak był dopiero początek.
W kolejnych miesiącach mieszkańcy usłyszeli o podwyżkach podatków lokalnych. Teraz zapowiadane jest także wprowadzenie stref płatnego parkowania w centrum miasta. Zwolennicy przekonują, że to sposób na uporządkowanie ruchu i zwiększenie rotacji miejsc parkingowych. Przeciwnicy odpowiadają krótko: „kolejna opłata”.
Na tym lista się nie kończy. Podczas najbliższej sesji rady miasta mają zostać podniesione również opłaty za wywóz śmieci. Coraz więcej mieszkańców zadaje więc pytanie: ile jeszcze?
Tym bardziej, że równolegle coraz więcej mówi się o problemach finansowych miejskich spółek i miejskich instytucji. Sama Samorządowa Agencja Promocji i Kultury od miesięcy jest wskazywana jako przykład instytucji wymagającej reorganizacji. Wybór kierownictwa poprzez prywatne sympatie syna i synowej burmistrza, doprowadzają tę instytucję do coraz gorszej sytuacji.
Dodatkowe emocje budzą także pojawiające się w przestrzeni publicznej zarzuty dotyczące zatrudniania osób powiązanych rodzinnie z lokalną władzą. Część mieszkańców krytykuje fakt zatrudnienia synowej burmistrza w SAPiK-u bez otwartego konkursu, wskazując, że w sytuacji rosnących kosztów życia i problemów miejskich spółek takie decyzje szczególnie mocno podważają społeczne zaufanie do ratusza.
W takiej atmosferze zaczyna rodzić się coś znacznie groźniejszego dla każdej władzy niż pojedyncza krytyka — poczucie utraty zaufania społecznego.
Przykład Krakowa pokazuje, że referendum przestaje być polityczną abstrakcją. Jeszcze kilka miesięcy temu mało kto wierzył, że mieszkańcy dużego miasta rzeczywiście zdecydują się odwołać prezydenta. A jednak społeczna frustracja okazała się silniejsza niż polityczne kalkulacje.
Oczywiście Szczecinek to nie Kraków. Skala miasta i lokalnej polityki jest zupełnie inna. Ale mechanizm pozostaje identyczny: mieszkańcy zaczynają reagować wtedy, gdy mają poczucie, że władza przestała ich słuchać i coraz częściej sięga do ich kieszeni.
Czy dziś w Szczecinku istnieje realna atmosfera do referendum? Z punktu widzenia władzy, ma miejsce sytuacja najgorsza - o referendum nie mówią politycy jednej, czy drugiej opcji - mówią mieszkańcy. Coraz wyraźniej widać narastające rozczarowanie — szczególnie wśród tych, którzy głosowali na obecnego burmistrza wierząc w stabilność i utrzymanie wcześniejszych rozwiązań.
Największym zagrożeniem dla każdej władzy nie są bowiem nawet trudne decyzje. Jest nim utrata zaufania.
A ten proces zwykle zaczyna się cicho — od niespełnionej obietnicy, kolejnej podwyżki, nowej opłaty i decyzji podejmowanych wbrew oczekiwaniom mieszkańców.
Kraków pokazał, że cierpliwość wyborców ma swoje granice. Pytanie brzmi, czy szczecinecki ratusz wyciągnie z tego wnioski, zanim podobne pytania zaczną padać również tutaj.