Burmistrz wie, mieszkańcy już nie? O tajemniczych danych z komunikacji miejskiej
- Aktualności

Komunikacja Miejska odmówiła przekazania informacji o liczbie sprzedanych biletów, liczbie pasażerów czy zakupach dokonywanych przez miejskie jednostki. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że pierwsze dane statystyczne będą dostępne dopiero po sześciu miesiącach funkcjonowania systemu. Trudno jednak uznać takie wyjaśnienie za przekonujące.
Nie pytaliśmy przecież o wielomiesięczne analizy ani o prognozy. Nie oczekiwaliśmy raportu naukowego. Zadaliśmy proste pytania: ile sprzedano biletów, ilu pasażerów skorzystało z autobusów i jakie bilety kupiły miejskie jednostki. To są dane, które system sprzedaży powinien rejestrować każdego dnia. Nie wymagają półrocznej obserwacji ani skomplikowanych analiz – wystarczy odczytać je z systemu.
Co więcej, sam burmistrz udowadnia, że takie informacje istnieją. Skoro publicznie informuje o zakupie biletów przez MOPS, to znaczy, że ktoś te dane posiada. Nie w grudniu, po sześciu miesiącach funkcjonowania systemu, ale już dziś. Powstaje więc proste pytanie: dlaczego burmistrz może z tych informacji korzystać, a media już nie?
Jeszcze ciekawszy jest kontekst odpowiedzi udzielonej radnej Annie Ponichterze. Burmistrz tłumaczy, że dopiero po sześciu miesiącach będzie można rzetelnie ocenić skutki wprowadzenia odpłatności za komunikację miejską. Problem w tym, że nikt nie oczekiwał dziś końcowej oceny reformy. Radna pytała o comiesięczne raporty, a my – jako redakcja – o konkretne liczby. To dwie zupełnie różne sprawy.
Ocena skuteczności zmian rzeczywiście wymaga czasu. Ale publikowanie bieżących danych nie ma z tym nic wspólnego. Wręcz przeciwnie – właśnie liczby są podstawą każdej uczciwej debaty publicznej. Bez nich mieszkańcy są skazani wyłącznie na przekaz płynący z ratusza, pozbawiony możliwości niezależnej weryfikacji.
Jeżeli sprzedaż biletów jest wysoka – pokażcie dane. Jeżeli jest niska – również pokażcie dane. Jeżeli autobusy przewożą więcej pasażerów niż wcześniej – mieszkańcy mają prawo o tym wiedzieć. Jeżeli mniej – także. Ukrywanie liczb pod pretekstem oczekiwania na półroczne podsumowanie nie służy przejrzystości życia publicznego.
Dzisiaj wygląda to tak, że gdy dane pasują do miejskiej narracji, pojawiają się w wypowiedziach burmistrza. Gdy o te same informacje pytają dziennikarze, odpowiedź brzmi: „proszę poczekać sześć miesięcy”. Trudno nie odnieść wrażenia, że mamy do czynienia z wybiórczym informowaniem opinii publicznej.
Transparentność nie polega na tym, że urząd sam decyduje, które informacje ujawnić, a które zachować wyłącznie do własnej wiadomości. Transparentność oznacza równe zasady dla wszystkich. Jeżeli dane istnieją i korzysta z nich burmistrz, powinny być dostępne również dla mieszkańców i mediów. W przeciwnym razie trudno mówić o pełnej jawności funkcjonowania samorządu.
Bo w tej sprawie najważniejsze pytanie nadal pozostaje bez odpowiedzi: skoro burmistrz wie, kto kupuje bilety, to dlaczego mieszkańcy nie mogą dowiedzieć się, ile ich sprzedano?