Burmistrz próbował nas uciszyć. Dwa sądy stanęły po stronie wolnych mediów.

  • Aktualności
Miasto z Wizją / 27.07.2026 / Komentarze
Pozew zamiast odpowiedzi na niewygodne pytania. Tak wyglądała reakcja Jerzego Hardie-Douglasa na publikację naszej redakcji. Sprawa zakończyła się jednak jednoznacznie – najpierw Sąd Rejonowy umorzył postępowanie, a następnie Sąd Okręgowy w Koszalinie utrzymał tę decyzję w mocy. Nie jest to jedynie zakończenie sporu sądowego. To ważny głos w sprawie roli mediów w demokratycznym państwie.

Jerzy Hardie-Douglas zdecydował się skierować przeciwko naszej redakcji prywatny akt oskarżenia po publikacji materiału dotyczącego planowanego wprowadzenia odpłatnej komunikacji miejskiej. Zamiast odnieść się do przedstawionych argumentów i odpowiedzieć mieszkańcom na stawiane pytania, wybrał drogę sądową.

 

Najpierw Sąd Rejonowy w Szczecinku umorzył postępowanie, uznając, że w sprawie brak jest znamion czynu zabronionego. Burmistrz nie zgodził się z tym rozstrzygnięciem i złożył zażalenie. Ostatecznie sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Koszalinie, który 7 lipca 2026 roku utrzymał wcześniejsze postanowienie w mocy. 

 

Najważniejsze jednak nie jest samo rozstrzygnięcie, lecz uzasadnienie, jakie przedstawił sąd.

 

„Przepis art. 212 k.k. chronić ma cześć w rozumieniu zewnętrznym, a nie stanowić tamę dla krytyki działań władzy. Ma to szczególne znaczenie w przypadku osób pełniących funkcje publiczne.”

 

To zdanie powinno stać się lekturą obowiązkową dla wszystkich osób sprawujących władzę publiczną. Nie dlatego, że daje mediom jakiekolwiek przywileje. Dlatego, że przypomina o czymś fundamentalnym – osoby sprawujące władzę nie mogą wykorzystywać prawa karnego jako narzędzia do uciszania niewygodnych publikacji.

 

Media lokalne nie istnieją po to, aby tworzyć dobry wizerunek burmistrza. Ich rolą jest nagłaśnianie działań władz, które budzą uzasadnione wątpliwości mieszkańców. Przypominanie o obietnicach składanych w kampaniach wyborczych i konfrontowanie ich z rzeczywistością. Ujawnianie przypadków nepotyzmu, konfliktów interesów, braku transparentności czy decyzji podejmowanych wbrew interesowi lokalnej społeczności. Sprawdzanie dokumentów, zadawanie pytań i patrzenie na ręce tym, którzy dysponują publicznymi pieniędzmi i podejmują decyzje wpływające na życie tysięcy ludzi.

 

To nie jest złośliwość wobec władzy. To jest podstawowy obowiązek niezależnego dziennikarstwa. Sąd Okręgowy zwrócił również uwagę, że osoby pełniące funkcje publiczne muszą liczyć się ze znacznie szerszą społeczną kontrolą niż osoby prywatne. To właśnie dlatego granice dopuszczalnych ocen ich działalności są szersze, a rolą mediów jest informowanie społeczeństwa o sposobie wykonywania przez nich powierzonych funkcji. 

 

W uzasadnieniu podkreślono także, że analizowana publikacja dotyczyła ważnych społecznie kwestii związanych z polityką samorządową i stanowiła element debaty publicznej. Sąd uznał, że materiał był przede wszystkim oceną działalności publicznej burmistrza oraz wyrazem sprzeciwu wobec określonych decyzji samorządowych, a nie przypisaniem mu czynów mogących stanowić przestępstwo zniesławienia. 

 

Dla naszej redakcji ten wyrok oznacza jedno. Nie zrezygnujemy z opisywania tematów niewygodnych dla lokalnej władzy. Nadal będziemy przypominać politykom ich przedwyborcze deklaracje. Nadal będziemy ujawniać przypadki nepotyzmu i braku przejrzystości w życiu publicznym. Nadal będziemy analizować dokumenty, pytać o wydatkowanie publicznych pieniędzy i informować mieszkańców o decyzjach podejmowanych w ich imieniu.

 

Bo samorząd nie należy do burmistrza. Należy do mieszkańców. A obowiązkiem niezależnych mediów jest dopilnować, aby mieszkańcy wiedzieli, jak sprawowana jest powierzona władza. Dwie instancje sądowe potwierdziły, że wykonywanie tej misji nie może być traktowane jak przestępstwo. 

Zdjęcia: 
AI