Kilka metrów asfaltu? Nie dla wszystkich. Barierki wygrały z rozsądkiem
- Aktualności

Przez lata mieszkańcy wiejskiej części Marcelina korzystali z krótkiego przejazdu prowadzącego do ulicy Miłosza. Kilkanaście metrów szutrowej drogi dzieliło ich od asfaltu. Nikt nie budował tam autostrady, nie organizował wyścigów ani nie tworzył nielegalnego skrótu przez prywatne podwórko. Po prostu mieszkańcy korzystali z połączenia, które ułatwiało codzienne życie.
Aż do momentu, gdy pojawiły się... barierki.
Najciekawsze w całej historii nie jest nawet samo zamknięcie przejazdu. Najciekawsze jest tempo działania. W czasach, gdy mieszkańcy miesiącami czekają na remont ulic, nowe chodniki czy oświetlenie, okazuje się, że administracja potrafi działać błyskawicznie. Wystarczy odpowiedni impuls. Tym razem – jak wynika z ustaleń portalu iSzczecinek – miał nim być wniosek jednego mieszkańca.
To wręcz inspirujące. Może właśnie odkryto tajemnicę sprawnego działania urzędu. Tylko szkoda, że recepta nie działa przy dziurawych drogach, pękających chodnikach czy innych sprawach dotyczących większej liczby mieszkańców.
Efekt? Dwa odcinki drogi niemal się stykają. Z jednej strony gmina utwardziła dojazd. Z drugiej jest miejski asfalt. Brakuje dosłownie kilku metrów, żeby tworzyły funkcjonalną całość. Ale pomiędzy nimi stoją metalowe barierki, które skutecznie przypominają, że granice administracyjne bywają ważniejsze od zdrowego rozsądku.
Oczywiście można powiedzieć, że mieszkańcy nie zostali odcięci od świata. Mogą przecież pojechać inną drogą. Tyle że jest ona dłuższa, węższa i – jak wskazują mieszkańcy – może sprawiać problemy szczególnie zimą. Trudno uznać to za poprawę komfortu życia.
Cała sytuacja pokazuje coś jeszcze. Na mapie granica miasta i gminy to cienka kreska. W rzeczywistości są to sąsiedzi mieszkający obok siebie, korzystający z tych samych sklepów, szkół czy usług. Do tej pory kilka metrów drogi skutecznie łączyło obie części Marcelina. Teraz równie skutecznie dzielą je barierki.
Pozostaje mieć nadzieję, że zdrowy rozsądek jeszcze wróci do tej sprawy. Bo jeśli każde podobne połączenie będzie zamykane w imię administracyjnej konsekwencji, to kolejnym krokiem może być kontrolowanie, czy mieszkańcy gminy przypadkiem nie spacerują po miejskich chodnikach albo nie siadają na ławkach po niewłaściwej stronie granicy.
W końcu przepisy są ważne. Szkoda tylko, że czasem ważniejsze od ludzi.