Kto naprawdę zawinił? Błędy formalne czy polityczne gierki w konkursie na dyrektora muzeum
- Aktualności

Mimo sześciu złożonych ofert, konkurs na dyrektora szczecineckiego muzeum zakończył się bez rozstrzygnięcia. Oficjalnie – żadna z ofert nie spełniała wymogów formalnych. Z nieoficjalnych informacji wynika jednak, że oferta obecnego dyrektora Ireneusza Markanicza była kompletna, a miasto próbuje wykazać, że było inaczej. Nowy konkurs został już ogłoszony.
Jak się dowiadujemy, Markanicz, według ratusza, nie zawarł w swojej koncepcji wystarczających informacji na temat pozyskiwania funduszy zewnętrznych oraz rozwoju kadry muzeum. Problem w tym, że nie są to wymogi formalne w rozumieniu przepisów – lecz elementy merytorycznej oceny programu.
Co istotne, wymogiem formalnym było samo dostarczenie koncepcji funkcjonowania placówki. Taki dokument został przez Ireneusza Markanicza złożony. Ocenianie jego treści – zwłaszcza w kontekście ograniczenia objętości do pięciu stron – mieści się raczej w sferze oceny jakościowej, a nie formalnej.
Wątpliwości potęguje fakt, że konkurs był obwarowany znacznym ograniczeniem objętościowym. Pięć stron to niewiele, biorąc pod uwagę konieczność przedstawienia wizji rozwoju instytucji, finansowania, polityki kadrowej i działań programowych. Oczekiwanie szczegółowych opisów w tak ograniczonej formie może prowadzić do arbitralnej oceny. Komisji konkursowej przewodniczył Maciej Makselon.
W kontekście sporów o formalną poprawność ofert warto przywołać opinię prawną Agaty Piszko, specjalistki w zakresie prawa oświatowego i samorządowego. Zwraca ona uwagę, że w postępowaniach konkursowych kluczowe jest rozróżnienie między brakiem dokumentów a uchybieniami, które nie podważają ich wiarygodności.
Orzecznictwo sądów administracyjnych nie jest w tej kwestii jednolite. Z jednej strony WSA w Poznaniu dopuścił możliwość uzupełniania dokumentów, jeśli z całokształtu oferty można wywieść spełnienie wymogów. Z drugiej – WSA w Szczecinie uznał, że na etapie oceny formalnej komisja nie ma obowiązku, a nawet prawa, wzywać do uzupełnień, jeśli oferta nie spełnia warunków określonych w ogłoszeniu.
Jednocześnie sądy podkreślają, że nie każde uchybienie formalne uzasadnia unieważnienie konkursu. WSA w Gliwicach wskazał, że należy odróżnić braki istotne od takich, które mogą być uznane za nieistotne i niepodważające wiarygodności dokumentów.
W przypadku Ireneusza Markanicza nie chodzi jednak o brak dokumentów, lecz o rzekomą niewystarczającą treść koncepcji – a to, jak podkreślają eksperci, nie jest uchybieniem formalnym, lecz elementem oceny merytorycznej, która powinna być przedmiotem drugiego etapu konkursu, a nie podstawą do jego unieważnienia.
Powstaje zatem pytanie, czy decyzja o uznaniu wszystkich ofert za niespełniające wymogów formalnych była wynikiem rzeczywistych braków, czy też próbą obejścia procedury i uniknięcia rozstrzygnięcia konkursu.
Tymczasem wśród mieszkańców pojawiają się obawy, że procedura konkursowa została sprowadzona do formalnego pretekstu, a nie realnego wyboru najlepszego kandydata.