Leżał godzinami na ulicy. Kamery działały, system zawiódł. Komendat do dymisji?

  • Aktualności
Miasto z Wizją / 27.04.2026 / Komentarze
W Szczecinku doszło do sytuacji, w której mężczyzna przez kilka godzin leżał na ulicy w miejscu objętym monitoringiem miejskim, a mimo działających kamer nikt nie podjął interwencji na czas. Sprawa rodzi poważne pytania o skuteczność działania Straży Miejskiej i organizację nadzoru nad systemem bezpieczeństwa w mieście. W tle pojawia się także kwestia odpowiedzialności kierownictwa jednostki – czy w obliczu tak poważnego zaniedbania komendant Straży Miejskiej powinna rozważyć podanie się do dymisji?

Jako pierwszy o sprawie poinformował portal iszczecinek.pl. Do zdarzenia doszło w Szczecinku, gdzie na jednej z ulic przez kilka godzin leżał mężczyzna. Sytuacja miała miejsce w nocy, w przestrzeni objętej monitoringiem miejskim.

Z relacji wynika, że człowiek przez długi czas nie otrzymał żadnej pomocy – mimo że znajdował się w miejscu publicznym, a całe zdarzenie było rejestrowane przez kamery. Ostatecznie interwencja służb nastąpiła dopiero po zgłoszeniu od osoby postronnej.

Kluczowe w tej sprawie jest to, że monitoring funkcjonował, ale – jak ustalono – w tym czasie nikt nie obserwował obrazu na żywo. To oznacza, że potencjalna możliwość szybkiej reakcji po prostu nie została wykorzystana.

Sprawa budzi poważne kontrowersje również dlatego, że wydarzyła się tuż po objęciu funkcji komendanta Straży Miejskiej przez obecną szefową jednostki. Już na tym etapie pojawiają się pytania o organizację pracy i nadzór nad systemem, który powinien służyć bezpieczeństwu mieszkańców.

Dodatkowo, komendant Straży Miejskiej unikała jednoznacznych odpowiedzi na pytania dziennikarza dotyczące szczegółów zdarzenia i funkcjonowania monitoringu, co tylko pogłębia wątpliwości wokół całej sytuacji.

Tymczasem jeszcze niedawno burmistrz chwalił Straż Miejską jako sprawnie działającą formację. W zestawieniu z tym zdarzeniem te deklaracje brzmią co najmniej niepokojąco.

Coraz częściej pojawiają się głosy, że to nie jest odosobniony przypadek, lecz efekt pogarszającego się funkcjonowania instytucji, która – według obserwatorów – od dwóch lat znajduje się w wyraźnym kryzysie organizacyjnym.