Poker nad portfelami mieszkańców. Jak PSL i Douglas rozgrywają Szczecinek
- Aktualności
Miasto z Wizją / 27.05.2026 / Komentarze
Najpierw mieszkańcom zabrano darmowe autobusy. Teraz ratusz chce sięgnąć do ich portfeli po raz drugi — tym razem za parkowanie pod własnym sklepem, miejscem pracy czy urzędem. W Szczecinku coraz więcej osób ma poczucie, że lokalna polityka przestała polegać na rozwiązywaniu problemów mieszkańców, a zaczęła przypominać dobrze wyreżyserowany spektakl: najpierw oburzenie, potem pozorny sprzeciw, a na końcu i tak kolejne opłaty wchodzą w życie. W tym tekście odsłaniamy kulisy politycznej gry między środowiskiem PSL a burmistrzem Jerzym Hardie-Douglasem wokół planowanych stref płatnego parkowania.

W Szczecinku wraca temat stref płatnego parkowania. Jeszcze niedawno mieszkańcy słyszeli, że darmowa komunikacja miejska pozostanie standardem. Potem przyszły bilety na autobusy. Dziś magistrat szykuje kolejną opłatę — za samo pozostawienie auta w centrum miasta.
Oficjalnie trwa polityczna gra pozorów. PSL i środowisko posła Radosława Lubczyka mają być przeciwko pomysłowi burmistrza Jerzego Hardie-Douglasa. W kuluarach jednak coraz częściej słychać inną wersję wydarzeń: nie chodzi o zatrzymanie stref, ale o polityczne „wypudrowanie” projektu. Obniżyć stawki, porównać je do Koszalina, pokazać „dialog z mieszkańcami” — i przepchnąć całość tak, by gniew społeczny nie uderzył z pełną siłą w rządzących.
Twarzą tej politycznej gry obok posła staje się dziś jego żona — Magdalena Lubczyk, radna miejska. To właśnie ona już wcześniej pokazała, jak wygląda w praktyce „słuchanie mieszkańców”. Gdy szczecineccy kierowcy i pasażerowie protestowali przeciwko likwidacji darmowej komunikacji miejskiej, radna poparła wprowadzenie płatnych autobusów. Dziś sytuacja wygląda niemal identycznie. Publicznie pojawia się ostrożny dystans wobec stref płatnego parkowania, ale w politycznych kuluarach mówi się przede wszystkim o tym, jak obniżyć społeczne koszty tej decyzji, a nie jak ją zatrzymać.
To klasyczny mechanizm politycznego zarządzania emocjami. Najpierw pojawia się radykalna propozycja — nawet 2400 zł rocznie za abonament parkingowy. Potem część polityków zaczyna „walczyć” o niższe opłaty. Mieszkańcy mają odnieść wrażenie, że ktoś stanął po ich stronie. Finalnie strefa zostaje, opłaty również, zmienia się tylko skala obciążenia.
W przeciwieństwie do tej politycznej gry są jednak osoby, które od początku otwarcie sprzeciwiają się pomysłowi ratusza i realnie walczą o jego zatrzymanie. Wśród nich wymieniani są Małgorzata Kubiak-Horniatko, Marek i Ewa Ogrodzińscy, Janusz Rautszko, Paulina Peciak-Nazarewska, Jacek Brynkiewicz, Alina Tarkowska, Krystyna Kaszewska oraz Maciej Batura. To właśnie oni — zdaniem wielu mieszkańców — reprezentują dziś autentyczny głos społecznego sprzeciwu wobec kolejnych opłat nakładanych na szczecineczczan.
Problem polega na tym, że mieszkańcy Szczecinka coraz wyraźniej widzą pewną prawidłowość. Kolejne decyzje władz miasta nie rozwiązują problemów komunikacyjnych, lecz systematycznie przerzucają koszty na obywateli. Najpierw autobusy, teraz parkingi. A przecież mówimy o mieście średniej wielkości, które nie zmaga się z taką presją ruchu jak Warszawa czy Kraków.
Strefy płatnego parkowania przedstawia się zwykle jako nowoczesne narzędzie zarządzania ruchem. W praktyce często stają się po prostu kolejnym podatkiem lokalnym. Kierowca nie dostaje nowej infrastruktury, nie powstają parkingi buforowe, nie poprawia się realnie transport publiczny — za to pojawia się parkomat i nowa pozycja w domowym budżecie.
Największy problem jest jednak gdzie indziej: w wiarygodności polityków. Bo trudno przekonywać mieszkańców do „zaciskania pasa”, gdy jednocześnie polityczne elity funkcjonują w rzeczywistości kompletnie oderwanej od codziennych problemów zwykłych ludzi.
Przypomina się głośna sprawa posła Lubczyka opisana m.in. przez Wirtualną Polskę. Według dziennikarzy parlamentarzysta posiadający luksusowe auta i nieruchomości przez lata pobierał z Sejmu dodatkowe pieniądze przeznaczone dla osób znajdujących się formalnie w trudnej sytuacji materialnej.
Formalnie wszystko mogło być zgodne z przepisami. Politycznie i moralnie — wielu mieszkańców do dziś ma ogromne wątpliwości. Zwłaszcza gdy słyszą, że teraz to oni mają płacić kolejne setki czy tysiące złotych za możliwość zaparkowania auta pod sklepem, urzędem albo miejscem pracy.
Internet pamięta. W dyskusjach społecznych regularnie wraca zarzut, że politycy różnych opcji potrafią świetnie odnajdywać się w systemie ulg, diet i publicznych pieniędzy, ale znacznie gorzej idzie im z rozumieniem codziennych wydatków zwykłych obywateli.
Dlatego dziś problemem nie jest już wyłącznie sama strefa płatnego parkowania. Problemem staje się poczucie, że mieszkańcy Szczecinka po raz kolejny mają zapłacić za polityczne eksperymenty i błędy władz. A gdy pojawia się opór społeczny — zamiast wycofania projektu zaczyna się teatr kontrolowanego sprzeciwu.
I właśnie dlatego coraz więcej osób nie pyta już, czy strefa powstanie, ale kto politycznie chce na niej najmniej stracić.
Zdjęcia:
AI