Pytania o finanse SAPIK-u i lekceważenie mieszkańców. Ogrodziński: „Nie ma na to zgody”

  • Aktualności
Miasto z Wizją / 25.09.2026 / Komentarze
Umowa na 450 tysięcy złotych, 200 tysięcy złotych zaliczki bez wskazanego zabezpieczenia, dodatkowe pieniądze, o które wystąpiono już po zaciągnięciu zobowiązań, i coraz więcej wątpliwości dotyczących dokumentów. Im głębiej radni zaglądali w finanse SAPIK-u, tym więcej pojawiało się pytań. Problem w tym, że kiedy przyszedł czas na odpowiedzi, początkowo nie było nawet osoby, która potrafiłaby ich udzielić. Marek Ogrodziński nie zamierzał przejść nad tym do porządku dziennego. – To jest lekceważenie 21 radnych Rady Miasta oraz lekceważenie mieszkańców miasta Szczecinek. Nie ma na to zgody – mówił podczas sesji.

Ostatnie obrady Rady Miasta pokazały, że sprawa SAPIK-u dawno przestała dotyczyć wyłącznie kolejnych 80 tysięcy złotych, o które wystąpiła miejska instytucja kultury. Na stole pojawiły się znacznie poważniejsze pytania: o sposób zawierania umów, zaciągania zobowiązań, zabezpieczania publicznych pieniędzy i wreszcie o transparentność podejmowanych decyzji.

 

A odpowiedzi nie przychodziły łatwo. Dyrektor SAPIK-u Marcin Maziakowski przebywał na urlopie. Problem w tym, że kiedy rozpoczęła się sesja, na sali nie było również osoby, która mogłaby go zastąpić i szczegółowo odpowiadać na pytania dotyczące finansów instytucji.

 

Odpowiedzi nie byli w stanie udzielić również przedstawiciele władz miasta. Obecna na sesji zastępczyni burmistrza nie była przygotowana merytorycznie do szczegółowego wyjaśnienia spraw SAPIK-u i na część pytań radnych nie potrafiła odpowiedzieć.

 

W praktyce oznaczało to, że radni mieli rozmawiać o przekazaniu kolejnych publicznych pieniędzy, ale na sali początkowo nie było osoby dysponującej wiedzą pozwalającą dokładnie wyjaśnić, w jaki sposób podejmowano wcześniejsze decyzje finansowe i na jakiej podstawie zaciągano kolejne zobowiązania.

I właśnie wtedy ostro zareagował Marek Ogrodziński.

 

– Szanowni państwo, tu chyba jakieś kuriozum następuje (...). Jeżeli [urlop został udzielony] zdecydowanie wcześniej, to państwa rolą jest, mając na uwadze to, że odbędzie się sesja, wyznaczyć osobę, która będzie w jego zastępstwie występowała. To jest lekceważenie 21 radnych Rady Miasta oraz lekceważenie mieszkańców miasta Szczecinek. Nie ma na to zgody – mówił Ogrodziński.

 

Te słowa trudno sprowadzić wyłącznie do pretensji o organizację jednej sesji. Radni reprezentują mieszkańców i mieli tego dnia decydować o kolejnych pieniądzach dla miejskiej instytucji. Mieszkańcy mają więc prawo oczekiwać, że kiedy pojawiają się pytania dotyczące setek tysięcy złotych z publicznej kasy, ktoś będzie przygotowany, aby na nie odpowiedzieć.

 

Dopiero po zarządzeniu przerwy na sali pojawił się Przemysław Pasieczny, zastępca dyrektora SAPIK-u. I dopiero wtedy można było rozpocząć szczegółową rozmowę o finansach miejskiej instytucji.

 

A pytań było coraz więcej.Najpoważniejsze dotyczyły organizacji „Świetlnego Szczecinka”. 31 lipca SAPIK podpisał z firmą Aurora umowę opiewającą na 450 tysięcy złotych. Tymczasem dopiero w piśmie z 2 września dyrektor SAPIK-u zwrócił się o zwiększenie finansowania, w tym o dodatkowe 50 tysięcy złotych na Festiwal Światła.

Chronologia ma tutaj zasadnicze znaczenie.

 

W momencie podpisywania umowy jej wartość była przecież znana. Nie mówimy więc o niespodziewanym koszcie, który pojawił się już w trakcie realizacji wydarzenia. Najpierw podpisano umowę opiewającą na konkretną kwotę, a dopiero później wystąpiono do miasta o dodatkowe środki. I właśnie to stało się jednym z głównych źródeł wątpliwości radnych.

 

Jeszcze więcej pytań pojawiło się po analizie samej umowy. Magdalena Lubczyk zwróciła uwagę na błędy w konstrukcji dokumentu, brak niektórych paragrafów, zapisy dotyczące rezygnacji oraz warunki kar umownych. Szczególną uwagę poświęciła jednak 200 tysiącom złotych zaliczki, stanowiącej około 44 procent wartości całej umowy.

 

Według przedstawionej przez radną analizy przy tak wysokiej zaliczce nie przewidziano gwarancji jej zwrotu ani zabezpieczenia należytego wykonania umowy. Lubczyk zwróciła również uwagę, że dokumentu nie było w Centralnym Rejestrze Umów.

 

To nie są już pytania o to, czy miejska impreza była efektowna i ilu mieszkańców przyszło ją zobaczyć. To pytania o standard gospodarowania publicznymi pieniędzmi. Podobne wątpliwości pojawiły się przy Gryf Jazz Festival. Pierwotnie umowa opiewała na 150 tysięcy złotych. Później jej wartość zwiększono do 250 tysięcy złotych. Przemysław Pasieczny tłumaczył wzrost kosztów rozbudowaniem wydarzenia m.in. o jam sessions, DKF-y i projekcje filmowe. Według informacji przedstawionych podczas sesji na festiwal sprzedano łącznie 300 biletów.

 

Najważniejszy problem był jednak jeszcze inny. Radni zaczęli pytać, czy SAPIK mógł zaciągać zobowiązania przekraczające wcześniej przyjęty plan finansowy, a następnie zwracać się do miasta o dodatkowe pieniądze. Podczas sesji pojawiły się głosy wskazujące na możliwość naruszenia zasad dyscypliny finansów publicznych.

Wiceburmistrz Maciej Makselon przedstawiał inną interpretację. Przekonywał, że SAPIK miał prawo zaciągnąć zobowiązanie, a problem wynikał przede wszystkim ze sposobu sformułowania wniosku i uzasadnienia uchwały.

 

I właśnie wtedy padły słowa, które wywołały kolejne kontrowersje. Makselon stwierdził, że gdyby we wniosku napisano po prostu, że w związku ze zwiększeniem budżetu na imprezy potrzebne jest dodatkowe 80 tysięcy złotych na „dział imprez”, to „tej dyskusji i kontrowersji by nie było”.

 

W praktyce oznaczałoby to, że radni otrzymaliby informację o potrzebie zwiększenia pieniędzy na organizację imprez, ale bez tak wyraźnego wskazania, z jakimi konkretnie wydarzeniami związane są dodatkowe wydatki. I właśnie dlatego słowa Makselona zostały odebrane przez część uczestników dyskusji jako sugestia, że sposobem na uniknięcie niewygodnych pytań mogłoby być przekazywanie Radzie mniej szczegółowych informacji.

 

Taka interpretacja budzi szczególne wątpliwości właśnie w kontekście całej dyskusji o SAPIK-u.

Bo jeżeli Rada Miasta ma kontrolować sposób wydawania publicznych pieniędzy, rozwiązaniem nie może być ograniczanie informacji zawartych w dokumentach trafiających do radnych. Wręcz przeciwnie – przy wydatkach liczonych w setkach tysięcy złotych radni i mieszkańcy powinni otrzymywać możliwie pełną informację: ile pieniędzy potrzeba, na jakie wydarzenie, dlaczego zabrakło wcześniej zaplanowanych środków i jakie zobowiązania zostały już podjęte.

 

Transparentność nie polega przecież na takim formułowaniu dokumentów, żeby pytań było mniej. Polega na takim przedstawianiu informacji, żeby radni i mieszkańcy mogli dokładnie zobaczyć, na co wydawane są publiczne pieniądze.

 

Prawną ocenę działań SAPIK-u należy pozostawić właściwym organom. Nie zmienia to jednak faktu, że podczas jednej sesji na światło dzienne wyszedł cały katalog spraw wymagających wyjaśnienia.

 

Umowa na 450 tysięcy złotych. 200 tysięcy złotych zaliczki i pytania o jej zabezpieczenie. Wątpliwości dotyczące konstrukcji dokumentu. Brak umowy w Centralnym Rejestrze Umów wskazany przez radną. Zaciągnięcie zobowiązania, a następnie wystąpienie o dodatkowe pieniądze. Do tego kolejne 100 tysięcy złotych dołożone do umowy dotyczącej Gryf Jazz Festival.

 

To wystarczająco dużo, żeby mieszkańcy oczekiwali pełnej transparentności. Tymczasem właśnie z transparentnością pojawił się problem. Gdy radni zaczęli zadawać pytania, dyrektora SAPIK-u nie było, jego zastępcy również początkowo zabrakło, a obecna przedstawicielka władz miasta nie dysponowała wiedzą pozwalającą szczegółowo odpowiedzieć na część pytań.

 

Później, kiedy dyskusja dotarła do kwestii sposobu przedstawiania wydatków Radzie, wiceburmistrz zasugerował, że kontrowersji można byłoby uniknąć, gdyby wniosek mówił bardziej ogólnie o zwiększeniu pieniędzy na „dział imprez”.

I właśnie w tym kontekście słowa Marka Ogrodzińskiego o lekceważeniu mieszkańców nabierają szczególnego znaczenia.

 

Bo radny nie bronił wyłącznie prawa 21 osób siedzących przy stole obrad do otrzymania odpowiedzi. Radni pytają w imieniu mieszkańców, a SAPIK gospodaruje publicznymi pieniędzmi.

 

Jeżeli wydawane są setki tysięcy złotych, mieszkańcy mają prawo wiedzieć, na jakiej podstawie podejmowano decyzje, jakie zastosowano zabezpieczenia, dlaczego wartość umów rosła i dlaczego o dodatkowe pieniądze występowano już po zaciągnięciu zobowiązań.

 

Mają też prawo oczekiwać, że kierownictwo miejskiej instytucji oraz przedstawiciele Ratusza będą gotowi stanąć przed Radą i te decyzje wyjaśnić. Ostatecznie radni powiedzieli „nie”. Projekt zmian w budżecie został odrzucony. 14 radnych zagłosowało przeciw, pięciu było za, a jeden wstrzymał się od głosu. SAPIK nie otrzymał dodatkowych 80 tysięcy złotych.

 

To głosowanie nie zamyka jednak sprawy. Wręcz przeciwnie. Po tej sesji pozostają pytania o sposób zarządzania finansami SAPIK-u, przejrzystość podejmowanych decyzji i odpowiedzialność za publiczne pieniądze. Pozostaje też pytanie o standard informowania radnych – czy mają otrzymywać pełny obraz sytuacji, czy jedynie tyle informacji, ile jest niezbędne do przeprowadzenia kolejnej zmiany w budżecie.

 

Bo pieniądze, o których mowa, nie należą do dyrektora SAPIK-u, jego zastępcy, burmistrza ani radnych. To pieniądze mieszkańców Szczecinka. I właśnie dlatego mieszkańcy mają prawo wiedzieć, co się z nimi dzieje. Marek Ogrodziński powiedział podczas sesji krótko: „Nie ma na to zgody”. Po tym, co ujawniono podczas obrad, od Ratusza i kierownictwa SAPIK-u należy oczekiwać przede wszystkim pełnych i konkretnych odpowiedzi.