Zaszczepienie 40 dzieci nieustaloną substancją? Wyroku wciąż brak, sąd zapowiada zmianę zarzutów
- Aktualności

Przed Sądem Rejonowym w Szczecinku wciąż nie zapadł wyrok w sprawie byłej pielęgniarki oskarżonej o podanie nieustalonej substancji kilkudziesięciu dzieciom podczas szczepień. Postępowanie dotyczy wydarzeń sprzed kilku lat, które wzbudziły duże emocje wśród rodziców najmłodszych pacjentów.
Według aktu oskarżenia kobieta miała w latach 2016–2019 wykonywać szczepienia w jednej ze szczecineckich przychodni. Śledczy twierdzą, że zamiast właściwego preparatu mogła podawać dzieciom nieustaloną substancję. Sprawa dotyczy około 40 małych pacjentów, w większości niemowląt.
Prokuratura: dzieci mogły być narażone na niebezpieczeństwoProkuratura Okręgowa w Koszalinie zarzuca oskarżonej narażenie dzieci na poważne konsekwencje zdrowotne. Według śledczych, jeśli mali pacjenci nie otrzymali właściwej szczepionki, mogli pozostać bez ochrony przed groźnymi chorobami zakaźnymi.
W ocenie prokuratury pielęgniarka miała także wprowadzać rodziców w błąd w kwestii podawanych preparatów. Śledczy ustalili, że rodzice płacili za nierefundowane szczepionki, których dzieci faktycznie nie otrzymywały. Łączna kwota, którą mieli zapłacić rodzice, to co najmniej kilkanaście tysięcy złotych.
Wniosek o surową karęProkurator domaga się dla oskarżonej kary trzech lat pozbawienia wolności, a także zakazu wykonywania zawodu pielęgniarki przez pięć lat. Wnioskowano również o grzywnę oraz obowiązek zwrotu pieniędzy rodzicom dzieci.
Pełnomocnicy części rodzin podkreślają, że sprawa dotyczy szczególnie wrażliwej grupy – najmłodszych pacjentów – a działania oskarżonej miały podważyć zaufanie do systemu ochrony zdrowia.
Obrona: brak jednoznacznych dowodówInnego zdania jest obrona. Adwokat pielęgniarki przekonuje, że materiał dowodowy ma charakter poszlakowy. W jego ocenie nie ustalono, jaka substancja została podana dzieciom, a brak dokumentacji nie jest dowodem na to, że szczepienia wykonano nieprawidłowo. Sama oskarżona nie przyznała się do winy i utrzymuje, że przez wiele lat wykonywała szczepienia zgodnie z obowiązującymi procedurami.
Sąd zapowiada kolejną rozprawęJak poinformował portal szczecinek.naszemiasto.pl, podczas ostatniej rozprawy sędzia Brambor-Kwiatkowska poinformowała strony, że wyrok w czwartek nie zostanie ogłoszony.
Sędzia zaznaczyła, że sąd nie wyklucza zmiany kwalifikacji prawnej czynów zarzucanych oskarżonej. O taki krok wnioskował pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego, radca prawny Łukasz Sękulski.
Chodzi o możliwość zastosowania nie tylko art. 160 §1 kodeksu karnego, dotyczącego narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, ale także §2 tego przepisu. Dotyczy on sytuacji, gdy sprawcą jest osoba, na której ciąży obowiązek opieki nad osobą narażoną na niebezpieczeństwo. W takim przypadku kara może wynosić od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.
Sędzia podkreśliła, że w związku z tą możliwością sąd chce ponownie wysłuchać oskarżoną. W tym celu Ewa B. ma zostać wezwana na kolejną rozprawę, której termin wyznaczono na 14 kwietnia.
Sprawa wciąż bez finałuProces trwa już od dłuższego czasu i nadal nie wiadomo, kiedy zapadnie ostateczny wyrok. Dla wielu rodziców dzieci objętych postępowaniem najtrudniejsza pozostaje wciąż niepewność dotycząca tego, co faktycznie zostało podane ich dzieciom podczas szczepień.