Festiwal, który powoli znika. To nie jeden zły pokaz – to efekt domina
- Aktualności

Z Festiwalem Balonowym w Szczecinku dzieje się coś, czego trudno już nie zauważyć. Tegoroczna edycja nie wywołuje zachwytu, do którego mieszkańcy byli przez lata przyzwyczajeni. W sondzie przeprowadzonej przez portal iSzczecinek, według stanu na godzinę 14:50, 48 proc. głosujących oceniło festiwal jako „słaby – wydarzenie wymaga dużych zmian”, a kolejne 24 proc. jako „przeciętny – festiwal stracił dawny rozmach”. To nie jest reprezentatywne badanie opinii mieszkańców, ale trudno przejść obok tych wyników obojętnie, szczególnie gdy podobne głosy pojawiają się w komentarzach osób, które pamiętają wcześniejsze edycje.
I być może właśnie tutaj trzeba przestać patrzeć wyłącznie na tegoroczną Galę Balonową. Problem nie zaczął się przecież w tym roku. Widać raczej pewien proces, który można opisać bardzo prosto: jedna zmiana pociągnęła za sobą kolejną, a ta następną. Efektem jest impreza, która od dwóch lat ma coraz mniej tego, co było jej największą siłą – balonów i związanego z nimi rozmachu.
Jerzy Hardie-Douglas został burmistrzem Szczecinka w 2024 roku. W tym samym czasie zmieniły się władze Samorządowej Agencji Promocji i Kultury, czyli instytucji odpowiedzialnej za organizację wielu miejskich wydarzeń. Nie trzeba jednak stawiać tezy, że ktoś podjął decyzję: „zmniejszamy Festiwal Balonowy”. Takiej decyzji przecież nie trzeba było podejmować. Czasami wystarczy kilka zmian organizacyjnych, personalnych i finansowych, aby duża impreza zaczęła stopniowo tracić swoją skalę. Jeśli do tego dodamy zmianę współorganizatora odpowiedzialnego za
Jeszcze niedawno jednym z najważniejszych celów organizacyjnych było zapewnienie odpowiedniej liczby załóg. To właśnie liczba balonów budowała markę szczecineckiego festiwalu. W najlepszych latach nie chodziło o kilkanaście czy dwadzieścia kilka czasz, ale o wydarzenie, które wizualnie dominowało nad miastem. Szczecinek był kojarzony z dziesiątkami balonów pojawiających się nad jeziorem i miejską przestrzenią. To był widok, dla którego ludzie wychodzili z domów i przyjeżdżali do miasta. Dzisiaj tego efektu jest po prostu mniej.
Liczba załóg spadła w stosunku do najlepszych lat. I trudno uznać to za szczegół techniczny. W przypadku festiwalu balonowego liczba balonów jest przecież częścią jego jakości. Można mieć świetnego konferansjera, scenę, lasery, ogień i dodatkowe występy, ale jeśli na niebie brakuje balonów, to nie da się tego zamaskować.
Co więcej, z organizacji wycofała się Lotnicza Agencja Reklamowa PARAPLAN, która jeszcze dwa lata temu przykładała dużą wagę do tego, aby załóg było jak najwięcej. I znów – nie trzeba doszukiwać się tutaj żadnej wielkiej politycznej intrygi. Wystarczy spojrzeć na efekt. Zmieniły się osoby odpowiedzialne za wydarzenie, zmienił się sposób jego organizacji, a wraz z tym zmieniła się jego skala. To właśnie jest efekt domina.
Najpierw zmieniają się ludzie. Potem sposób pracy. Później kontakty i relacje z uczestnikami. Następnie spada liczba załóg. Kiedy jest mniej balonów, trudniej zrobić widowiskową Galę Balonową. A kiedy na płycie lotniska czy placu jest mniej balonów, trzeba czymś wypełnić program. Pojawiają się więc kolejne atrakcje: lasery, ogień, występy, dodatkowe pokazy.
Tylko że w pewnym momencie role zaczynają się odwracać. Balony, które powinny być głównymi bohaterami Festiwalu Balonowego, stają się tłem dla innych atrakcji.
I dokładnie na to zwraca uwagę jeden z komentujących tegoroczną edycję. Opisując Galę Balonową, wskazuje, że baloniarze zostali sprowadzeni do roli drugoplanowej, a głównymi elementami widowiska stały się lasery, ogień i inne dodatkowe atrakcje. Jego zdaniem z ziemi efekt nie był już tak imponujący, jak mogły sugerować publikowane później zdjęcia wykonane z drona.
To bardzo celna uwaga. Bo Festiwal Balonowy jest imprezą, której nie da się ocenić wyłącznie na podstawie kilku efektownych zdjęć.
Z góry można pokazać kilkanaście kolorowych czasz na tle jeziora i stworzyć wrażenie wielkiego widowiska. Z ziemi widz widzi jednak coś zupełnie innego: ile jest balonów, jak długo musi czekać na kolejne elementy programu, czy wie, co właściwie ogląda i przede wszystkim – czy czuje, że uczestniczy w czymś wyjątkowym.
W komentarzach mieszkańców pojawia się właśnie ten rozdźwięk. Jedni piszą wprost, że z roku na rok jest coraz gorzej. Inni wspominają, że dawniej nocny pokaz rzeczywiście był pokazem balonów, a dziś ich mniejszą liczbę próbuje się rekompensować laserami. Jeszcze inni zwracają uwagę na długie przerwy, organizację gali i fakt, że sami baloniarze – czyli ludzie będący przecież sednem całego wydarzenia – zostali potraktowani jak element scenografii.
Nie chodzi więc o to, że lasery są złe. Nie chodzi też o to, że występ na szarfie czy pokaz ognia nie mogą być atrakcyjne. Problem zaczyna się wtedy, kiedy dodatki zaczynają zastępować podstawę.
Jeżeli na Festiwalu Balonowym jest mniej balonów, a w ich miejsce pojawia się coraz więcej innych atrakcji, to nie jest rozwój imprezy. To jest próba zagospodarowania przestrzeni, którą wcześniej wypełniały balony. I tutaj wracamy do pytania o ostatnie dwa lata.
Od 2024 roku w Szczecinku zmieniły się władze miasta, zmieniły się władze SAPiK-u, zmienił się sposób organizacji wydarzenia, a równocześnie obserwujemy stopniowe kurczenie się jego najważniejszego elementu. Trudno oczywiście powiedzieć, że ktoś świadomie postanowił „zniszczyć festiwal”. To byłoby zbyt daleko idące. Znacznie bardziej prawdopodobne jest coś dużo prostszego: kolejne decyzje i zmiany organizacyjne doprowadziły do efektu, którego nikt być może nie planował, ale który dzisiaj wszyscy mogą zobaczyć.
Mniej załóg oznacza mniej balonów. Mniej balonów oznacza mniejszy efekt. Mniejszy efekt oznacza konieczność dokładania kolejnych atrakcji. A im więcej tych atrakcji, tym bardziej sam festiwal zaczyna odchodzić od tego, co było jego największą wartością.
To właśnie dlatego nie wystarczy powiedzieć, że „tegoroczna Gala była słabsza”.
Bo problem jest większy.
Festiwal Balonowy traci swoją przewagę, kawałek po kawałku.
A przecież Szczecinek miał w rękach imprezę naprawdę wyjątkową. Nie trzeba było wymyślać jej od nowa. Trzeba było zrobić dokładnie odwrotnie – rozwijać to, co już działało. Zapraszać więcej załóg, przyciągać zagranicznych uczestników, budować relacje ze środowiskiem baloniarskim i konsekwentnie wzmacniać markę wydarzenia.
Jeżeli kiedyś ambicją było stworzenie jednego z największych festiwali balonowych w Europie, to trudno pogodzić tę ambicję z sytuacją, w której liczba załóg spada niemal o połowę.
I dlatego dzisiejsza dyskusja o Festiwalu Balonowym nie powinna sprowadzać się do pytania, czy komuś podobały się lasery albo Spider-Man. Powinna dotyczyć znacznie ważniejszej rzeczy:
czy Szczecinek nadal chce mieć wielki Festiwal Balonowy, czy wystarczy mu już tylko impreza z balonami w nazwie?
Bo jeśli chcemy odzyskać dawny blask tego wydarzenia, rozwiązaniem nie jest kolejny laser. Rozwiązaniem jest więcej balonów.